Terry Pratchett wybiera śmierć

W ubiełorocznej edycji festiwalu WatchDocs: Prawa człowieka w filmie widzowie mieli okazję zobaczyć premierowo wiele niedostępnych

w Polsce zagranicznych dokumentów. Jednym z nich był kontrowersyjny obraz poświęcony eutanazji „Terry Pratchett: Choosing to die”.

 

Przejmujący dokument autorstwa Charliego Russella parę miesięcy temu wywołał w Wielkiej Brytanii prawdziwą burzę, której echa zdołały dotrzeć do naszych rodzimych mediów w postaci kilku artykułów na pierwszych stronach czołowych internetowych portali.

 

Film, który miał swoją premierę kanale BBC2 w czerwcu tego roku budził w widzach skrajne emocje od wzruszenia po oburzenie i stał się ważnym punktem w dyskusji na temat roli mediów w debacie publicznej. Czy publiczna telewizja może wyprodukować program, który jednoznacznie wypowiada się za wspomaganym samobójstwem? Czy można pokazać w telewizji prawdziwą śmierć człowieka? Wagę sporu dobrze ilustruje fakt, że po emisji dokumentu do BBC wpłynęło prawie dwa tysiące skarg widzów.

 

b0120dxp_640_360.jpgSir Terry Pratchett

 

Sir Terry Pratchett, narrator filmu, to kultowy, także w Polsce, pisarz fantasy, autor przeszło 40-tomowej serii „Świat dysku” i gorący zwolennik legalizacji wspomaganej śmierci. Trzy lata temu zdiagnozowano u niego chorobę Alzheimera. Pisarz zapomina imion, nazw przedmiotów, nie może już samodzielnie pisać na komputerze, którym posługiwał się od przeszło dwudziestu lat, musi korzystać z pomocy swojego sekretarza. Coraz dotkliwsze problemy z koncentracją i pamięcią są jednak dopiero początkowymi symptomami postępującej choroby, która w dalszej kolejności może powodować zaburzenia czynności ruchowych i poznawczych, a nawet zaburzenia zachowania i osobowości, prowadząc w ciągu kilkunastu lat do śmierci.

 

Perspektywa osoby śmiertelnie chorej zupełnie zmienia optykę dokumentu, nadaje mu niezwykłej wiarygodności. Nie ma w nim publicystycznego zacięcia, silenia się na obiektywizm czy ukrywania się za jego maską. Nie znajdziemy w filmie Russella wypowiedzi ekspertów prawnych, autorytetów moralnych czy religijnych. Widzimy za to ludzi, których problem bezpośrednio dotyczy, z ich wątpliwościami, moralnymi rozterkami, dla których śmierć jest przerażająco realną perspektywą. Pratchett rozmawia z nimi o ich decyzjach, a jako osoba w podobnej sytuacji może podejść znacznie bliżej niż ktokolwiek inny. Dociera w końcu do szwajcarskiej kliniki organizacji Dignitas, w której dokonuje się zabiegów euntanazji i stanie się świadkiem jednego z nich.

 

pratchett_documentary.jpg

 

Dla Pratchetta rozmowa z bohaterami jest procesem, w którym dojrzewa do własnej decyzji. Na pytanie jednego z rozmówców, który nie zdecydował się na eutanazję i wybrał pobyt w hospicjum, czym dla Pratchetta jest koniec, pisarz odpowiada: „niemożnością komunikowania się”. Według pisarza życie jest tak długo warte przeżywania, jak długo możemy czerpać z niego choćby najmniejsze radości. Życie z zaawansowanym stadium Alzhemiera jest dla autora nie do przyjęcia, bo traci możliwość przeżywania radości, sens życia jakim jest pisanie i coś jeszcze ważniejszego – przeszłość zawartą we wspomnieniach. Co więcej jego choroba, w momencie, której przyjścia nie sposób ustalić, odbierze mu pełną świadomość podejmowanych decyzji, która jest konieczna, by śmiertelny zabieg mógł być przeprowadzony.

 

Najbardziej kontrowersyjną sceną filmu, jest pokazanie prawdziwego zabiegu eutanazji, na który decyduje się jeden z bohaterów, z którymi rozmawiał Pratchett, 71-letni biznesmen, Peter Smedley, chory na stwardnienie rozsiane. To niewątpliwie scena, która przekracza pewną granicę. Jest ona porażająca nie tylko z powodu swojej realności i ostateczności, ale także bijącego z niej niesamowitego spokoju. Zamiast białych korytarzy kliniki, mały, zwyczajnie umeblowany, niebieski domek, otoczony industrialną zabudową dzielnicy przemysłowej (szwajcarskie prawo zabrania dokonywania zabiegów eutanazji na terenach mieszkalnych) z majaczącymi Alpami w tle. Zamiast lekarzy w białych kitlach, dwoje niekryjących wzruszenia staruszków w swetrach. Pacjent i jego żona, trzymający się za ręce, siedzący na zwyczajnej kanapie. Na naszych oczach mężczyzna podpisuje odpowiednie dokumenty. Bez cienia wahania kilkukrotnie mówi, że zgadza się na zabieg. Wypija truciznę i zasypia. Jego organizm jeszcze chwilę walczy, a płuca chrapliwie próbują wciągnąć powietrze. Oddech ustaje po kilkudziesięciu sekundach.

 

Dokument „Terry Pratchett: Choosing to die” na długo pozostaje w pamięci. To ważne, bardzo osobiste spojrzenie, które przede wszystkim pokazuje, że w sprawie eutanazji nic nie jest proste i moralnie jednoznaczne.

 

Założyciel Dignitas, Ludwig Minelli, oprowadzając Pratchetta po ośrodku w pewnym momencie pokazuje mu ogród posesji, w której dokonuje się zabiegów eutanazji. Na horyzoncie majaczą zabudowania fabryczne. Z ironią stwierdza, że społeczeństwo Szwajcarii, choć godzi się na to, że eutanazja jest gdzieś dokonywana, nie chce, „by działo się to w ich ogródku”. Problem w tym, że ten „ogródek” jest blisko nas czy tego chcemy czy nie. Jeśli nie potrafimy tego zaakceptować, musimy spróbować przynajmniej trochę to zrozumieć.

 

„Terry Pratchett: Wybieram śmierć”

reż. Charlie Russell

rok produkcji: 2011

czas trwania: 60 min.

festiwal „WatchDocs: Prawa człowieka w filmie”, sekcja „Chcę zobaczyć”