Skąd się wzięła fotografia? – czyli „Widok z okna pracowni” Josepha Nicéphora Niepca

Ewolucja Darwina mówi nam, że pierwsi ludzie powstali około trzydziestu pięciu milionów lat temu, kiedy to małpy szerokonose oddzieliły się od wąskonosych. Trudno jest nam jednak sobie wyobrazić moment, w którym na ziemi faktycznie stanął pierwszy homo sapiens. I chociaż antropogeneza jest nauką nie tylko bardziej zawiłą, ale i miliony razy starszą od tak wąskiej dziedziny, jaką jest historia fotografii, tutaj również nie zawsze do końca jasnym było, gdzie i kiedy powstało pierwsze na świecie zdjęcie.

 

Być może nadal tego nie wiemy. Być może autor pierwszej fotografii zachował ją dla siebie i nigdy nie podzielił jej widokiem z resztą świata. W XIX wieku, który uważał się za wiek rozumu, nie brakowało przecież domorosłych naukowców, wynalazców, myślicieli, którzy – o ile nie zdołali dojść do odkryć na tyle twórczych co przekonujących – stworzyli podwaliny dla przyszłych pokoleń sławnych nazwisk, które dziś widnieją w naukowych encyklopediach. Takim właśnie twórcą byłby Joseph Nicéphore Niepce, gdyby nie spotkał na swej drodze botanika Francisa Bauera. Ale ale! Zacznijmy od początku…

 

Niepce urodził się we Francji w 1765 roku. Ponieważ jego ojciec był zamożnym prawnikiem, cała rodzina zmuszona była uciekać przed krwawym toporem Rewolucji Francuskiej. Po jej zakończeniu Joseph zaciągnął się do armii i spędził lata na służbie we Włoszech, w służbie Napoleona. Musiał jednak zrezygnować z wojskowej kariery z powodów zdrowotnych. Ponieważ był człowiekiem niezwykle wszechstronnym po paru latach z szablą u boku, rzucił się w wir pracy naukowej. Po powrocie do Francji zajmował się chemią, fizyką, a wraz ze swoim bratem Claudem pracował m.in. nad wynalezieniem silnika ze spalaniem wewnętrznym. Zainteresował się również… rowerem – urządzeniem skonstruowanym przez Karla von Draisa. Sam zbudował sobie model, który nazwał „velocipede” (szybka stopa). Pedałując nim po lokalnych drogach Francji wzbudzał sensację i zachwyt. Przeprowadzał również eksperymenty, które miały na celu uchwycenie ulotnych obrazów. Przeszło dziesięć lat zajęło mu opracowanie sposobu, dzięki któremu udało mu się utrwalić widok ze swojego okna. Polegał on na nanoszeniu na płytki srebra mieszanki asfaltu i oleju lawendowego oraz utrwalenie naświetlonego obrazu rozpuszczalnikiem. W ten właśnie sposób w 1827 roku powstało zdjęcie, które dziś na całym świecie znane jest jako „Widok z okna pracowni” („View from the study window”) – pierwsza fotografia w historii. W dobie aparatów cyfrowych, kiedy wykonanie jednego zdjęcia nie zajmuje zazwyczaj dłużej niż setną część sekundy, trudno jest sobie wyobrazić, jak żmudne i pracochłonne były starania francuskiego prekursora, który swoje prace musiał naświetlać nawet przez osiem godzin!

 

Widok.jpg

 

Nazwa pierwszej fotografii nie jest ani trochę myląca. Aparat, leżący na parapecie pracowni Niepca, uchwycił poddasze rodzinnego domu i gruszę, przez którą prześwituje niebo oraz skośny dach stodoły. Szczegóły na oryginalnym obrazie są bardzo słabo widoczne – prawdopodobnie przez niedoświetlenie płyty. Wszystkie wcześniejsze próbki prac naukowca przedstawiały tenże widok. Czyżby pierwszy fotograf był człowiekiem niezwykle sentymentalnym, przywiązanym do ukochanego widoku z pracowni, w której spędził tak wiele czasu? Czy raczej chodziło mu o spokój, jaki zapewniała praca w zaciszu własnego domu, gdzie aparat godzinami mógł leżeć nieruchomy, zapisując stopniowo kolejne szczegóły znajdującego się za oknem krajobrazu? Pracując w ten sposób, mógł też uniknąć pytań, zadawanych przez ciekawskich gapiów, a także ryzyka napotkania potencjalnych konkurentów, którzy chcieliby naśladować jego pomysły, a może nawet zawłaszczyć naukowe teorie. Jego intencją nie było bowiem znalezienie nowego medium ekspresji artystycznej. Niepce był dzieckiem swojej epoki. Od czasów wynalezienia druku przez Gutenberga i rewolucji w świecie tekstu mijało czterysta lat. W świecie wizualnych obrazów z technicznego punktu widzenia nadal panowała stagnacja. Wynaleziona pod koniec XVIII wieku litografia nie zaspokajała zapotrzebowania na technikę utrwalania obrazu w sposób quasi-techniczny, nijako bez udziału człowieka. Od nowej technologii wymagano niezawodności, obiektywizmu i precyzji. Musiała być zarówno szybka, jak i niedroga; dopasowana do swoich czasów. Takiego właśnie medium poszukiwał francuski wynalazca. Nie interesowała go twórczość artystyczna, lecz rzeczowość i przydatność, jakie miała przynieść heliografia – tak bowiem nazwał stosowaną przez siebie metodę utrwalania obrazów.

 

Jednak cała historia fotografii potoczyłaby się inaczej, gdyby w roku wykonania pierwszego zdjęcia nie zachorował brat Josepha – Claude Niepce. Podczas podróży do Londynu, gdzie mieszkał wówczas Claude, Joseph zawarł znajomości, które wpłynęły na los jego spuścizny. Pierwszą z nich było spotkanie Louisa Jacquesa Daguerre’a, z którym wszedł w spółkę, a który po śmierci Niepca – zawłaszczając sobie dokonania wspólnika – przez wiele lat uchodził za prekursora fotografii. Drugą – spotkanie Francisa Bauera, austriackiego botanika, który zainteresował się dokonaniami Niepca do tego stopnia, że przekonał go do przygotowania raportu ze swojej pracy oraz przedstawienie go przed Towarzystwem Królewskim w Londynie. Jednak powściągliwość wynalazcy oraz niechęć do opowiadania komukolwiek na temat szczegółów swojej techniki doprowadziły do tego, że raport spotkał się z brakiem zainteresowania. Po powrocie z Anglii Niepce czuł się tak bardzo rozczarowany, że postanowił pozbyć się wszystkich dotychczasowych próbek swojej twórczości. Na szczęście swoje oraz potomnych wszystkie eksperymentalne zdjęcia oddał Bauerowi w prezencie. Botanik napisał na odwrocie „Widoku z okna pracowni”: „Monsieur Niepce był pierwszym, któremu udało się stworzyć trwały obraz natury”. Dzięki temu zdjęcie utrwaliło się na stałe na kartach historii fotografii.

 

Po śmierci Bauera los prekursorskiego zdjęcia był bardzo burzliwy. Prawdopodobnie przechodziło z rąk do rąk i dopiero w 1952 roku historyk fotografii, Helmut Gernsheim, ustalił jego pochodzenie. Zweryfikował też jego autentyczność, przywracając Niepcowi honorowe miejsce na karcie historii.

 

W 1963 roku „Widok z okna pracowni” zawisnął w University of Texas. Aby móc podziwiać obraz, jaki co dzień oglądał z okna pierwszy na świecie fotograf, trzeba oglądać fotografię w specjalnym świetle. Procedura wymaga również przeglądania płaszczyzny płyty cynowej około trzydzieści stopni do pionu i dokładnej opozycji do punktowego źródła światła. Żadne trudności nie powinny jednak zniechęcić zwiedzających. Jest to przecież fotografia, która okazała się kamieniem węgielnym dla wszystkich zdjęć, które sami trzymamy w swoich domowych albumach. Ciekawa jestem, jak bardzo zdziwiłby się Niepce, gdyby dostał do ręki aparat cyfrowy i na jaki jeszcze wpadłby pomysł, aby udoskonalić dzisiejsze medium…