Fotograf bez zasad?

Fotograf społeczny, mistrz dziwacznych aktów, wirtuoz pejzażu – Billego Brandta można określić na wiele sposobów. On sam miał jasno określone zdanie na fotografii. Mawiał: „Fotografia jest wciąż bardzo nowym medium i wszystko w niej musi zostać wypróbowane… fotografia nie ma zasad. To nie sport. Ważny jest efekt, a nie sposób, w jaki został osiągnięty”.

 

 

Urodził się 3 maja 1904 roku w Hamburgu. Część dzieciństwa spędził w Niemczech. Kiedy miał 16 lat, wykryto u niego gruźlicę i młody Bill spędził sześć kolejnych lat w szwajcarskim sanatorium w Davos. Po zakończeniu kuracji wraz ze swoim bratem Rojfem wyjechał do Wiednia. Zdecydował, że będzie zarabiał na życie fotografią. Miał szczęście, bo zaopiekowała się nim Eugenie Schwarzwald, austriacka filantropka, pisarka i pedagog. Ta obyta w świecie kobieta skupiała wokół siebie same znakomitości: Oskar Kokoschka dawał jej lekcje rysunku, a Arnold Schönberg uczył muzyki i kompozycji. Dzięki niej Brandt liznął światowego życia. Pewnego dnia panią Schwarzwald odwiedził Ezra Pound – poeta i krytyk, którego młody artysta Bill wkrótce sportretował. Ten, by się odwdzięczyć, obiecał przedstawić go znajomemu fotografowi – Man Rayowi.

 

 

img_14_960_0.jpgAkt, Hampstead 1952

 

DADA czy nie dada?

 

 

W 1929 roku Brandt wyjechał do Paryża, gdzie wkrótce zaprzyjaźnił się z Manem Rayem. Szybko został asystentem w jego studio. Man Ray był amerykańskim fotografem, reżyserem surrealistą, który do Paryża przyjechał w 1920 roku po nieudanej próbie zaszczepienia dadaizmu na grunt amerykański. Po publikacji jednego numeru gazety „New York Dada” stwierdził: „Dadaizm nie może żyć w Nowym Jorku, bo cały Nowy Jork jest dada”.

 

Ledwie trzymiesięczna znajomość z Rayem szybko zaowocowała fascynacją eksperymentami w sztuce, nieskrępowaną fantazją w doborze środków wyrazu, bo „surrealizm to czysty automatyzm psychiczny, który ma służyć do wyrażenia bądź w słowie, bądź w piśmie, bądź innym sposobem, rzeczywistego funkcjonowania myśli. Dyktowanie myśli wolnej od wszelkiej kontroli umysłu, poza wszelkimi względami estetycznymi czy moralnymi” [Andre Breton, „Manifest surrealistyczny”]. Zaczął współpracować jako fotograf freelancer z „Paris Magazine”.

 

elephant and castle station.jpgElephant and Castle Station, Londyn 1940

  

Anglik w domu?

W 1930 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczął projekt fotograficzny – rejestrowanie angielskiego społeczeństwa. Po przyjeździe do Londynu Brandt wraz ze swoją żoną Evą zadomowił się w Belsize Park. Jednak cała praca nie trwała długo. Fotografował życie londyńskiej ulicy. Nie skupiał się jednak jak inni na fotografowaniu konkretnej warstwy społecznej. Jego projekt był egalitarny. Bohaterami zdjęć byli zarówno bogaci przedstawiciele wyższych sfer jak i robotnicy, miejsca zapomniane jak brudne tereny fabryk i elitarne dzielnice mieszkaniowe. W latach 1931-1935 powstał materiał do jego pierwszego albumu fotograficznego „The English at Home”, na którego kartach obok biedy widać bogactwo, a dzieci z East Endu przeplatają się z dziećmi arystokratów.

 

Angielski Canaletto?

p { margin-bottom: 0.21cm; }

W 1938 roku publikuje „Noc w Londynie” („A Night in London”), album, na którego stronach widać nieokreślone niemal iluzoryczne gry świateł. W 1937 roku objeżdża tereny Wielkiej Brytanii, skąd przywozi mnóstwo ujęć. Fotografuje miasta i życie ich mieszkańców z perspektywy społecznej i ekonomicznej. To stamtąd pochodzą jedne z jego najsłynniejszych fotografii miasta.

Niemal za chwilę wybucha II wojna światowa, jednak pola bitew szczęśliwie go omijają. Zamiast karabinu w ręce trzyma aparat. W 1940 roku zostaje zatrudniony przez Ministerstwo Informacji do udokumentowania bohaterstwa mieszkańców Londynu, dzielnie opierających się nalotom na Wielką Brytanię. Obok mieszkańców rejestruje także obiekty architektoniczne. Prace wykonuje nawet w czasie zaciemnienia bez użycia flesza. Opublikował je w „Picture Post”. Można powiedzieć, że wykonał coś, co dla Warszawy (choć w nieporównanie większym stopniu) zrobił Canaletto – dzięki jego „inwentaryzacji” fotograficznej wiadomo było po wojnie, jak wyglądały zburzone budynki oraz jakiego rodzaju zniszczeniom uległy. Fotografie z tego okresu można obejrzeć m.in. w albumie „Camera in London” (1948). Zrobił jedynie 35 ujęć. Kto inny kończy jego dzieło – Brandt musi zrezygnować z pracy z powodów zdrowotnych.

 

 

Portret

p { margin-bottom: 0.21cm; }

Drugim nurtem jego twórczości był portrety, pejzaże i akty. Przygoda z portretami na dobre rozpoczęła się od minireportażu w magazynie „Lilliput” w grudniu 1941 roku. Robił wówczas serię zdjęć pt. „Młodzi poeci demokracji” („Young Poets of Democracy”) do tekstu Stephena Spendera. Pozowali mu m.in.: Dylan Thomas, Louis MacNeice, Alun Lewis i Anne Ridler. Fotografował też innych artystów dla magazynów: „Picture Post” i „Harper’s Bazaar”.

 

sir alec guinness.jpegSir Alec Guinness, Campden Hill, Londyn 1952

 

Zasłynął jednak aktami. Niektóre spośród nich wydają się być inspirowane malarstwem Balthusa (1908-2001), malarza polskiego pochodzenia albo sprawiają wrażenie wyjętych z filmów Hitchcocka, jak np. portret sir Guinnessa. Zdjęcia wykonane są z dziwacznej perspektywy, szokującej jak na owe czasy. To zbliżenia skupione na detalu, który z reguły jest gigantycznie duży albo zupełnie zniekształcony. Niektórzy twierdzą, że ta tendencja była spowodowana cierpieniem, jakiego na skutek poważnej choroby doznał w dzieciństwie Brandt. Akty autorstwa Brandta pokazane zostały w publikacji „Perspektywy aktów” („Perspectives of Nudes”) w 1961 roku.

 

img_14_958_0.jpgAkt, East Sussex Coast, 1959

 

Późniejsze lata swojego życia spędza na dalszym fotografowaniu. Dzieli się też swoją bogatą wiedzą – zostaje wykładowcą w prestiżowej Royal College of Art. Jego twórczość sprawiła, że stał się jednym z najbardziej wpływowych fotografów XX wieku. Bill Brandt umiera w 1983 roku.

%d bloggers like this: