Coś takiego nie może istnieć

Są wśród nas, ale wielu ludzi ich nie widzi, albo widzieć nie chce. Ich historie postanowiły opowiedzieć dwie młode białostoczanki. „Coś takiego nie może istnieć” to projekt wnurcie fotografii społecznie zaangażowanej o kobietach nieheteronormatwnych żyjących na Podlasiu. W swojej opowieści autorki akcji skupiają się wokół wykluczenia kobiet homoseksualnych, biseksualnych, transpłciowych i queerowych w przestrzeni publicznej.

 

Wykluczenie objawia się nie tylko w nietolerancji społeczeństwa, które często dyskryminuje ludzi decydujących się na tworzenie intymnej relacji z osobą tej samej płci, lecz również poprzez stwarzanie pozorów, że kobiet takich w społeczeństwie w ogóle nie ma. Białystok to miasto, które na przestrzeni ostatnich paru lat coraz silniej zaznacza swoją obecność na mapie Polski – fundusze unijne pozwoliły mu ulepszyć infrastrukturę, stworzyć więcej miejsc pracy dla młodych ludzi, zorganizować imprezy kulturalne, które przyciągają do stolicy Podlasia ludzi z całego kraju. Rozwój miasta odbywa się więc na wielu płaszczyznach. Ale czy na wszystkich?

 

kamila 2autorka: Emila Oskentowicz

 

 


Niewidoczne „To”

Niewidoczność kobiet nieheteronormatwnych oraz ich marginalizacja w przestrzeni publicznej przez wiele osób w ogóle nie jest postrzegana w kategoriach problemu. Bo przecież po co o „Tym” opowiadać? Kto chce o „Tym” wiedzieć? Uwidacznianie „Tego” w przestrzeni publicznej równa się przecież propagowaniu „nienormalności”, a w rezultacie prowadzi do społecznych zaburzeń. Z pewnością nie są to głosy wszystkich białostoczan, ale niestety – sporej jej części. Tymczasem mówienie o otwartości i tolerancji bez świadomości obecności kobiet nieheteronormatwnych oraz spychanie ich na margines, jest rodzajem hipokryzji. Projekt upomina się zatem o przestrzeń dla nich – tę dosłowną, czyli miejską oraz tę, dzięki której będą mogły się poczuć „u siebie”. Jest również próbą zainicjowania dialogu o współistnieniu różnorodnych grup społecznych w jednej przestrzeni miejskiej. 

 

paulina1.jpgautorka: Emilia Oksentowicz


Przemilczane dostały głos

Zdjęcia umieszczone na city lightach w całym Białymstoku to pojedyncze historie uczestniczek projektu – kobiet mieszkających w Białymstoku oraz jego okolicach, których tożsamość płciowa na co dzień jest przemilczana. Często nie wpisują się one w tradycyjny wizerunek kobiecości. Pomysłodawczynią projektu jest Anna Kozicka,  wiceprezeska Stowarzyszenia na rzecz Kultury i Dialogu 9/12, współtwórczyni projektu Dziew/czyny. Dni Różnorodności Kobiet w Białymstoku, pracuje nad doktoratem z mistyki kobiet z perspektywy kulturowej. Z zawodu jest artterapeutką. Ważną wartością jest dla niej rodzina z krwi i z wyboru. Czuje się szczęśliwym i wolnym człowiekiem i tą radością dzieli się ze światem. To właśnie ona pewnego dnia stwierdziła, że – chociaż sama ma wiele koleżanek nieheteronormatywnych – nie widzi ich jako białostoczanek. Nie ma dla nich miejsca w przestrzeni miasta ani w jego codziennym funkcjonowaniu.

 

Wtedy zadzwoniła do Emilii Oksentowicz – absolwentki poznańskiej ASP, która zgodziła się wykonać zdjęcia. Kobiet, które zostały sfotografowane, nie trzeba było długo przekonywać, chętnie wzięły udział w projekcie. Pomysłem dla kontekstu zdjęć była przestrzeń, która dla bohaterek jest w pewien sposób ważna. Dziewczyny są więc przedstawiane w ich domach, na boisku koszykówki, na łonie natury. Wszędzie tam, gdzie czują się sobą. Nie zawsze było łatwo… Najwięcej trudności sprawiło sfotografowanie Uli, która jest fanką kina. Kiedy Emilia poprosiła o udostępnienie sali kinowej na parę minut, tłumacząc jednocześnie, do czego będą wykorzystane zdjęcia, na twarzy pani w kasie pojawił się grymas zakłopotania. Temat okazał się zbyt kontrowersyjny, a pani nie chciała ryzykować… Trzeba było znaleźć inne kino, gdzie – również po dłuższych pertraktacjach – dano się przekonać do wpuszczenia na salę lesbijki…

 

kd1.jpgautorka: Emilia Oksentowicz

Fotograficzne opowieści o życiu osób, których na co dzień nie widać w ich własnym mieście powstawały prawie przez trzy lata. Do końca jednak nie było wiadomo, czy ujrzą światło dzienne. Na szczęście udało się – projekt został sfinansowany przez portal crowdfundingowy PolakPotrafi.pl dzięki wsparciu społecznemu wielu osób. Dziś zdjęcia można oglądać na ulicach Białegostoku.

 

magdam3.jpgautorka: Emilia Oksentowicz

Z Emilą Oksentowicz autorką zdjęć do projektu rozmawia Agnieszka Prochowicz:

Agnieszka Prochowicz: czy kiedy dostałaś propozycję zrobienia zdjęć do projektu od Ani, wiedziałaś, jak te zdjęcia mają wyglądać? Czy wizja to pojawiała się stopniowo? Spontanicznie?

Emilia Oksentowicz: Kiedy dostałam od Ani propozycję współpracy przy tym projekcie, zainteresował mnie temat. Forma dojrzewała, ewaluowała. Na pewno już wtedy miałam w głowie jakieś kadry, coś sobie wyobrażałam, dziś po 3 latach ciężko mi przypomnieć sobie, co dokładnie. Mój umysł kreuje dużo obrazów i on z pewnością stworzył więcej zdjęć w tym cyklu niż mój aparat. Często są to wizje, projekcje, wyobrażenia tego jak zdjęcia mogłyby wyglądać. Chodziło nam jednak o autentyczność, szczerość zarówno wobec oglądających jak i bohaterek. Każde ze zdjęć było skutkiem dłuższego procesu, rozmów, konsultacji, poznawania osób, ich upodobań, przestrzeni w jakich żyją. Bo też do przestrzeni cały projekt się odwołuje: tej wspólnej, publicznej, w której żyjemy i tej intymnej, subiektywnej, która przecież tak często się na tą pierwszą nakłada. Dla mnie jest to dokument. Choć nie lubię ramek i definicji, ta akurat w kontekście tego projektu jest dla mnie dość ważna.

Kiedy jechałam robić dziewczynom zdjęcia byłyśmy już po pierwszym spotkaniu i rozmowie. Miałyśmy wiele spraw przegadanych, od tego jakie są nasze cele i założenia jako autorek projektu, po to jak dziewczyny widzą swój w nim udział, czego się spodziewają, jakie mają obawy. No i rzecz jasna miałyśmy wybraną przez nie przestrzeń, która na pewno determinowała jakoś moją wizję zdjęć. Dużo jednak działo się w trakcie. Kadr po prostu sam przychodził złapany kątem oka. Jakiś przedmiot, refleks, kolor czy gest stawały się pretekstem do zbudowania obrazu.

Później był jeszcze wybór i autoryzacja. wszystkie zdjęcia są częścią jednego dość elastycznego stylistycznie, ale jednak, cyklu, więc z pewnością przez cały ten długi okres miałam gdzieś z tyłu głowy myśl o wspólnym dla nich wszystkich mianowniku, jakiejś łączącej je nucie.


Jakie są Twoje fotograficzne inspiracje i czy wykorzystywałaś je podczas realizacji projektu

Nie mam ulubionych fotografów ani w ogóle twórców, cenię wielu, miłości przychodzą falami. Bardzo lubię fotografię intymną, taką, jaką tworzy choćby Elionor Carucci (bo o ikonach, takich jak Nan Goldin, mówić nie wypada), dużo ciekawego dzieje się też w młodej fińskiej fotografii. Uwielbiam Aino Kannisto, czy Maarit Hohteri. Trochę brudu jak u Tillmansa. Cenią poczucie humoru i wrażliwość Dity Pepe. Szanuję to, jak Oliviero Toscani umiejętnie wykorzystuje reklamę do przekazywania ważnych dla niego treści, krytyki wydarzeń i zjawisk społecznych. Podziwiam Shadi Ghadirian i sposób w jaki mówi o problemach kobiet w świecie muzułmańskim. Mogłabym wymieniać jeszcze wiele i wielu. Na pewno się nimi inspiruję, na pewno zostają w mojej głowie i jakimś kanałem kiedyś to musi wyjść.


Czy miałaś problem z przełamaniem bariery tematu intymności?

Właściwie wydaje mi się, że w całym tym projekcie najbardziej starałyśmy się tej bariery nie przełamać. W ogóle nie przełamywać. Nie wchodzić w czyjąś intymność. Poznawać bohaterkę. Podążać za osobą i pokazać tylko tyle ile osoba zechce pokazać i mieć baczenie na jej granice, na to kiedy mówi „stop, już więcej nie chcę”. Chyba w ten sposób, w tym szacunku do osoby, z którą pracujesz zaczyna się dziać współtworzenie, zaufanie, jakaś przestrzeń pomiędzy wami, jakaś jednak w tej chwili tworząca się intymność i relacja.


Jak z (małej, ale jednak) perspektywy czasu oceniasz własne zdjęcia? Czy coś byś w nich zmieniła? Coś dodała?

Absolutnie nie mam jeszcze żadnej czasowej perspektywy. Projekt nadal wisi na ulicach Białegostoku, jestem jeszcze całą głową w nim. Jednak robiąc ten projekt przez niemalże 3 lata z pewnością mam wiele refleksji dotyczących tego co mogłam zrobić inaczej, jak zrobiłabym go gdybym robiła go dzisiaj. Myślę jednak, że nie warto się na tym koncentrować. Projekt ma taką formę, jest tym czym jest i gdybym dziś zaczęła do niego odejmować czy dodawać mógłby stać się całkiem innym projektem. Może jeszcze kiedyś zacznę coś z nim robić i będzie to kontynuacją tego projektu. Oczywiście widzę swoje niedociągnięcia, nie zawsze jestem zadowolona, ale staram się, żeby moje fotografie były świadome i przemyślane, nie cykam na ślepo. Mam 12 klatek na rolce i manualnie obsługiwany aparat, nie ma opcji, żebym nie używała głowy. Czym innym jest także ocena samych zdjęć a czym innym ocena całego projektu – wystawy outdoorowej czy jak niektórzy twierdzą – kampanii społecznej. I tu wchodzi wiele pozafotograficznych kontekstów. Ciężko mi w tym momencie te konteksty ominąć.


Masz jakieś marzenie dotyczące kolejnego projektu foto który chciałabyś zrealizować?

Mam wiele pomysłów, wiele spraw i tematów. Świat jest pełen tematów, wystarczy się tylko rozejrzeć wokoło. Mam chyba jedno marzenie dotyczące tak mnie, jak innych osób robiących to w co wierzą i co kochają; robiących projekty zaangażowane społecznie. Żebym robiąc następny ważny dla mnie projekt miała z czego jeść chleb. Jeszcze nie wiem jak to zrobić.

 

 

kamila2.jpgautorka: Emilia Oksentowicz