Wszystkie dzieci Konny’ego

Mali, może dwunastoletni chłopcy, uzbrojeni w pałki i maczety mordują z niespotykaną brutalnością mieszkańców ukrytej w afrykańskim buszu wioski. Starszych nie oszczędzają, dzieci wiążą i uprowadzają. Po zagarnięciu „łupu” rozpływają się w mroku nocy. To nie scena z horroru klasy „B” – to Armia Bożego Oporu.

W wielu konfliktach na całym świecie armie, organizacje terrorystyczne i grupy partyzanckie wykorzystują porwane dzieci. Niektóre służą jako tragarze, niewolnicy przeznaczeni na handel, robotnicy czy nałożnice. Niechlubnym wyjątkiem jest tutaj Boża Armia, która jako jedyna wykorzystuje małe dzieci do bezpośredniej walki z dorosłymi, uzbrojonymi po zęby żołnierzami. Co więcej zabijają w sposób brutalniejszy niż wielu zaprawionych w bojach żołnierzy i są nieuchwytni.

 

Ugandyjski Duch Boży

Wojna na północy Ugandy z mniejszym lub większym nasileniem trwa nieprzerwanie od lat siedemdziesiątych, kiedy obalono prezydenta Idiego Amina. Lud Aczolich, który zamieszkuje te tereny przez lata był wykorzystywany przez prezydentów kraju do swoich rozgrywek politycznych. Jedni mordowali ich uważając za niepewny element, inni wykorzystywali do tłumienia buntów na południu i likwidowania swoich rywali. W kraju Aczolich przez lata panował chaos i bezprawie. Nic więc dziwnego, że w takich warunkach ludzie łatwą chwytają się każdej nadziei na stabilizację i wierzą w rzeczy niemożliwe. Historia Armii Bożego Oporu zaczęła się od Alicji Aumy z plemienia Aczolich. Dziewczyna kiedy już dorosła zaczęła coraz częściej tracić przytomność, a kiedy mdlała mówiła niezrozumiałe dla innych rzeczy.

Wkrótce ludzie uznali, że nawiedzają ją duchy, które poprzez jej ciało chcą kontaktować się ze światem. Sama Alicja oznajmiła, że objawił się jej Duch Święty, którego nazwała Lakwena czyli przewodnik. Kiedy na północ wkroczyła armia nowego prezydenta Musaveniego celem przywrócenia kontroli nad tym obszarem Alicja ogłosiła, że Duch Święty kazał jej stworzyć siły zbrojne i nazwać je Armią Ducha Świętego. Jej celem było zaprowadzenie pokoju i boskiego prawa nie tylko na terenach Aczoli ale w całej Ugandzie. Zmęczeni latami wojen, śmierci i strachu ludzie zaczęli masowo przyłączać się do Alicji widząc w niej ratunek dla ich ziem. Była to armia przedziwna. Lekawana przez Alicję kazał swoim żołnierzom walczyć z pieśnią na ustach, nie kryć się przed wrogiem i ciskać w niego kamienie, które miały wybuchać jak najprawdziwsze granaty.

Siła sugestii i wiara w nadprzyrodzoną moc Alicji spowodowała, że jej armia zaczęła odnosić zwycięstwa nad armią rządową, która wkrótce wycofała się z terenów Aczolich. Armia Ducha Świętego rozpoczęła marsz na stolicę kraju Kampalę, który jednak został przerwany po tym jak przekroczyła Nil. Alicja zaczęła tracić swe mocy, Lakwena coraz rzadziej ją odwiedzał, a jej żołnierze zaczęli ponosić coraz sromotniejsze klęski. Ludzie szemrali, że duchy zostawiły Alicję po tym, jak opuściła rodzinne ziemie i przeszła przez rzekę. W końcu wojsko Ducha Świętego poszło w rozsypkę, a sama Alicja uciekła do sąsiedniej Kenii. Schedę po niej próbował przejąć jej ojciec ale miał za słabe kontakty z duchami. Po roku Lakwena znalazł odpowiedniego następcę Alicji – jej kuzyna Josepha Konny’ego.

ko.jpgJoseph Konny/źródło:wikipedia

 

„Jestem człowiekiem jak ty”

Z chwilą upadku swojej ciotki młody syn katechety z wioski Odek Joseph Konny ogłosił, że po swojej krewnej odziedziczył kontakt nie tylko z Lakweną ale także z innymi potężnymi duchami, które przez niego będą się kontaktowały ze światem materialnym. Nie musiał długo czekać na pierwszych zwolenników chcących zaprowadzić boży porządek w Ugandzie i karać niewiernych. Tak zrodziła się Armia Bożego Oporu.

Od początku swojej działalności Konny walczył nie tylko z siłami rządowymi z południa kraju, ale także z własnymi ziomkami. Mordował każdego kogo uznał za niewiernego, kto nie słuchał duchów. Od 1987 roku kiedy powstała Boża Armia z jej rąk zginęło co najmniej 100 tysięcy ludzi w Ugandzie, Sudanie i Republice Środkowej Afryki. 2,5 miliona ludzi z jej winy straciło dach nad głową i musiało uciekać. Konny i jego ludzie zasłynęli również niespotykanym dotąd okrucieństwem. Wierne mu oddziały, których liczebność nigdy nie przekroczyła 3 tysięcy ludzi, paliły całe wioski, mordowały starców i gwałciły kobiety. Część ofiar przed śmiercią brutalnie okaleczano obcinając im stopy, ręce, języki, wydłubując oczy. Większość rzezi dokonywały nieletnie dzieci, główna siła Armii Bożego Oporu. Szacuje się, że w swoje szeregi, łącznie od początku działalności, Konny siłą wcielił ponad 70 tysięcy małych dzieci z których większość jest już dziś dorosłymi partyzantami, którzy porywają kolejne dzieci. Z chłopców robił żołnierzy, a z dziewczynek żony dla swoich oficerów.

Gulu_women_-_cut_lips.jpg

Ugandyjskie kobiety – Armia Bożego Oporu obcięła im usta/źródło: wikipedia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W Armii Bożego Oporu panują drakońskie metody posłuszeństwa. Każde dziecko które zapłacze podczas długiego marszu w głąb dżungli jest natychmiast zabijane, głównie przez zmuszanych do tego współwięźniów. Dla małych żołnierzy Bożej Armii inicjacją tuż po porwaniu z rodzinnej wioski jest zamordowanie własnych rodziców, krewnych albo innego dziecka. Rytuał ten miał zapewnić wierność dzieci, którym wmawiano, że teraz są mordercami i nie mają dokąd uciec i gdzie wracać. Konny ogłosił się prorokiem i łącząc wierzenia chrześcijańskie z religią Aczolich i swoją charyzmą stał się dla porwanych dzieci całym światem, wyrocznią. Podwładni kochają go i panicznie się go boją w zależności od tego jaki akurat duch przejął nad nim kontrolę, a tych jest co najmniej 10. Sam Joseph Konny w 2006 roku podczas jedynego wywiadu jakiego udzielił brytyjskiemu dziennikarzowi z rozbrajającą szczerością i łamaną angielszczyzna oznajmił pokazując na swoje ubrania – „jestem tylko człowiekiem jak ty, mam oczy, mózg i ubranie”. Stwierdził, że to nie jego ludzie dokonują rzezi, a siły rządowe, a on sam walczy o demokrację i wolność.

 

Jest szansa dla dzieci

Najpotworniejszym z uczynków Konny’ego jest to, że w jednej chwili zabiera setkom dzieci młodość, beztroskę i niewinność. Są na szczęście ludzie, którzy walczą o to by małe ofiary watażki przywrócić znów do normlanego świata. Na terenie Ugandy istnieją specjalne szkoły i obozy terapii dla dzieci które od Konny’ego uciekły bądź zostały złapane przez armię ugandyjską. To w nich dzięki ciężkiej pracy terapeutów, psychiatrów i psychologów najmniejsze ofiary tej wojny powoli dochodzą do siebie, starając się zapomnieć o okrucieństwach które widziały i same dokonały. Jedną z metod terapii jest zabawa w wojnę. W ten sposób dzieci opowiadają swoją historię, której często nie potrafią i nie chcą ubrać w słowa. Dzięki temu radzą sobie z koszmarami.

 

Gdzie jest Konny?

O Armii Bożego Oporu zrobiło się głośno na całym świecie dzięki akcji i filmowi „Konny 2012”. Do dziś film o Josephie Konnym obejrzało ponad 100 milionów ludzi. Mimo takiego nagłośnienia sprawy zbrodniarz do dziś pozostaje nieuchwytny. Swoich wrogów zwodzi od wielu lat, począwszy od 1993 roku kiedy już miał porozumieć się z władzami Ugandy, ale w ostatniej chwili musiał udać się na konsultację z Duchem Świętym. Konny’ego ściga armia ugandyjska, żołnierze Unii Afrykańskiej, a nawet amerykańscy komandosi. Od kiedy w 2005 roku całkowicie wypchnięto go z Ugandy jego armia znalazła schronienie i bazy w Sudanie, aby później udać się do Demokratycznej Republiki Konga i Republiki Środkowej Afryki.

Obecnie choć Konny i jego Armia są tylko wygłodniałym cieniem swojej dawnej „świetności” wciąż udaję im się umykać przed obławami potężnych sił międzynarodowych. Ludzie twierdzą, że to dzięki duchom, które w porę ostrzegają watażkę. Amerykanie za głowę Konny’ego wyznaczyli nawet nagrodę w wysokości 5 milionów dolarów, ale jak na razie nie znalazł się nikt kto ujął by przywódcę Bożej Armii. Konny, który kiedyś jak sam twierdził walczył o pokój Boży na ziemi teraz walczy tylko o przetrwanie urządzając przy tym, wbrew temu co kazały mu Duchy, piekło na ziemi. 

Plakat_akcji_Kony_2012_na_Rondzie_Romana_Dmowskiego_w_WarszawieJeden z plakatów w ramach akcji „Konny 2012″/źródło: wikipedia