źródło: www.facebook.com/trzeci.wymiar

Salonowy rap

Dla niektórych zbyt wulgarny i prostacki, dla innych odpowiednio bezpośredni w przekazie. Wzbudza zarówno pozytywne, jak i negatywne odczucia. Kojarzy się z konkretną subkulturą – jednak czy słusznie? 

Hip-hopowiec. Pierwsze skojarzenie to chłopak w full capie, dużym T-shirtcie, spodniach z krokiem do kolan i w butach dwa razy większych niż trzeba. Środowiskiem naturalnym są dla niego parkowe ławki, na których rozsiada się szeroko rozstawiając nogi – demonstrując swoją męskość. Wyjmuje piwko, odpala papieroska i jedyne, czego potrzebuje, by osiągnąć pełnię szczęścia to dobry bicik, do którego rapuje prorok ulicy. Mówi dużo, jednak dominantą jego wystąpień jest szeroka gama interpretacji jednego słowa.

Niemniej to tylko stereotyp – dosyć krzywdzący, bo hip-hop już dawno wyszedł z bram i zagościł na salonach. Pokolenie sfrustrowanych niewykształconych junaków zastępują świadomi artyści, którzy niejednokrotnie sami aranżują swoje utwory. Nie zatykają się, nie rapują o dziwkach, hajsie, czy zdradzie kolesi, w sztucznie zhierarchizowanej społeczności.

źródło: rozrywka.trojmiasto.pl
źródło: rozrywka.trojmiasto.pl

Czołowym przykładem salonowego rapu jest warszawski bard – Taco Hemingway (Filip Szcześniak). Przekleństw używa rzadko, a jeśli już, to ze smakiem. Nie jest tak, że gdy schodzi z flow wrzuca parę „kurew” na przeczekanie i liczy na nagły przypływ natchnienia. Filip rapuje o Warszawie w sposób szczery i umiejętny, ponadto słychać w jego słowach obycie intelektualne i dużą znajomość popkultury. Rumak mu nie ustępuje i robi świeże, nieprzekombinowane beaty – szlugi i kalafiory. Chłopaki nie próżnują i właśnie wypuścili świeżą EPkę – „Wosk”. Nowa płyta jest zapowiedziana na jesień, ale już po kilku kawałkach widać, że Filip jest w świetnej formie. (KLIK)

Zestawiony na boczny tor stary śląski Kaliber 44 wraca do łask. 44 nie odnosi się do roku 1944 i daty wybuchu oraz upadku Postania Warszawskiego – lecz do III części „Dziadów”, gdzie w 5 scenie ksiądz Piotr ma wizję:

„Patrz! – ha! – to dziecię uszło – rośnie – to obrońca!
Wskrzesiciel narodu,
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.”

Ich magiczny album „Księga Tajemnicza. Prolog” (KLIK) wytyczył nowe standardy psychorapu. Zaskakiwał w 1996 i zaskakuje teraz. Zmienił się jednak kontekst jego odbioru. Wtedy był ubóstwiany, bo było to coś niesłyszanego wcześniej. Obecnie na uznanie album zasłużył klimatem, wyjątkową aranżacją i niezwykle charakterystycznym sposobem rapowania, który próbuje się naśladować. Słowem był opoką i stał się nią znowu, za sprawą zupełnie innych słuchaczy – salonowych.

Naszą hip-hopową podróż kontynuujemy przez poznański Dębiec, gdzie wykluło się coś prostego i wpadającego w ucho.  52 Dębiec – duet, a właściwie trio – zasłynęło kawałkiem, który wielu zna, a nie wie skąd (KLIK), ale kilka lat później udało im się popełnić coś na zdecydowanie wyższym poziomie. (KLIK)

„Nie śpię, a to dziwne jest, że czuję się jak we śnie.
Nie jest późno, jest już wcześnie, miasto już przeciąga mięśnie.
Oczy witryn są zamknięte, będzie miało chwilę jeszcze,
aż przeciągnie się i ziewnie, by obudzić się zziębnięte.
Obserwuję tą pętlę codziennie, codziennie,
napięte mam myśli, a ciało bezsenne, bezsenne.
Ja w nim, a miasto jest we mnie, jest we mnie,
Szkielet murów i drogi ścięgien, drogi ścięgien”

Jak już przejdziemy przez Warszawę, Katowice i Poznań, czas na coś alternatywnego. (KLIK)

źródło: www.facebook.com/planetluc
źródło: www.facebook.com/planetluc

Wrocławsko – zielonogórski L.U.C, bo taki pseudonim nosi Łukasz Rostkowski, absolwent prawa, to człowiek – rower, pracoholik, niezrównoważony muzycznie umysł, który pisze, rapuje, organizuje widowiska z orkiestrą symfoniczną, komponuje muzykę do spania, dba o ekologię i o ładne murale na wrocławskich blokach. A poza tym tworzy płyty o złamanym męskim sercu , a w dodatku dorzuca do nich fragmenty ze starych, polskich piosenek. (KLIK)

Jedziemy do Wałbrzycha, który zrodził kolejną formację – Trzeci Wymiar. Teksty Szada, Nulla i Porka trafiają prosto w sedno, chociaż nietrudno zgadnąć, że mieli swoje gorsze momenty, które ostatecznie pomogły w zdobyciu popularności. Na przykład na początku (KLIK). Jednak rozwój przyniósł większą dojrzałość – zarówno w projektach solowych, jak i grupowych, 3W weszło w standardowy kanon polskiego hip-hopu. (KLIK)

Polski hip-hop oferuje o wiele więcej. Jednak full cap rapera nie czyni i każdy, bez względu na wiek, zawód czy zainteresowania znajdzie w tej muzyce coś dla siebie. Smoliste bity, dobrą nawijkę i refleksje o kupowaniu gazety.

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Zdjęcia (z) pudełka od zapałek
Istnieje dziedzina fotografii, gdzie do zrobienia zdjęcia nie potrzeba aparatu....
(Do)bitne szkolenie

Rozwój osobisty jest pojęciem pozytywnym, tylko co niesie za sobą...

Pochwała prowincji
Najciekawsze tegoroczne wydarzenie fotograficzne objawiło się w Bielsku–Białej, mieście urzekającym...
Dialog mody i sztuki na wernisażu wystawy ,,Art Couture” Sylwii Dębickiej
Co można powiedzieć o sztuce, która ilustruje modę? Czy nadal...