W sobotni poranek i wczesne popołudnie, 7 listopada, w samym sercu Krakowa doszło do tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. Około godziny 15:00 uzbrojony mężczyzna poruszający się samochodem osobowym wjechał na płyty Rynku Głównego od strony ulicy Sławkowskiej i zaczął strzelać z broni długiej na oślep w stronę przechodniów oraz osób przebywających w rejonie zabytkowego centrum. Następnie sprawca kontynuował swój brutalny raj w kierunku placu Wszystkich Świętych, ostrzeliwując m.in. przejeżdżający tramwaj, co doprowadziło do ogromnej paniki wśród mieszkańców i turystów.
Dynamiczna akcja służb ratunkowych i policji doprowadziła do ujęcia napastnika niedługo po rozpoczęciu ataku. Po pościgu i zablokowaniu pojazdu na skrzyżowaniu ulic Dietla i Stradomskiej doszło do wymiany ognia, w wyniku której funkcjonariusze postrzelili i obezwładnili agresora. Zatrzymanym okazał się 24-letni obywatel Polski, Michał O. W jego samochodzie śledczy odnaleźli znaczne ilości amunicji oraz dodatkowe jednostki broni palnej, a tereny pościgu natychmiast zabezpieczyli policyjni pirotechnicy.
Bilans zbrodni okazał się dramatyczny. W wyniku ataku śmierć poniosło sześć osób (cztery kobiety i dwóch mężczyzn), a kilkanaście innych zostało rannych i trafiło do krakowskich szpitali. Wśród poszkodowanych walczących o zdrowie w placówkach medycznych znaleźli się również dwaj policjanci, którzy stanęli do konfrontacji ze strzelcem podczas zatrzymania. Na Miejsce tragedii skierowano śmigłowiec LPR, a w centrum miasta natychmiast utworzono specjalne punkty wsparcia i policji.
Sprawa ma głębokie podłoże śledcze i poruszyła najwyższe władze państwowe. W trakcie przeszukania miejsca zamieszkania napastnika w województwie świętokrzyskim służby natrafiły na ciała kolejnych trzech osób. W odpowiedzi na dramat w stolicy Małopolski powołano sztab kryzysowy, a prezydent miasta ogłosił kilkudniową żałobę. Ogłoszono także żałobę narodową, podczas gdy prokuratura oraz agencje bezpieczeństwa badają dokładne motywy i okoliczności tego brutalnego aktu.
(fot. Inna Safa)
