Korea Północna od lat funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni jako państwo absolutnie zamknięte – polityczny „czarny kontynent”, o którym mówi się więcej językiem potępienia niż analizy. W debacie publicznej dominuje obraz reżimu skrajnego, nieludzkiego i nieprzeniknionego. Rzadziej pojawia się jednak pytanie zasadnicze: czy Koreę Północną da się w ogóle badać – a jeśli tak, to co naprawdę mówią o niej dane, a nie hasła?
Współczesna narracja o Korei Północnej opiera się przede wszystkim na politycznych skrótach i medialnych kliszach. Totalitaryzm, kult jednostki, obozy pracy, izolacja – wszystkie te elementy są realne i dobrze udokumentowane. Problem polega jednak na tym, że zbyt często kończą one rozmowę, zamiast ją rozpoczynać. W efekcie Korea Północna funkcjonuje bardziej jako symbol niż jako przedmiot realnej analizy.
Zrozumieć państwo zamknięte
Ponad 25 milionów ludzi żyje w systemie, który od dekad pozostaje jednym z najbardziej hermetycznych na świecie. Nie są oni jednak statystyczną abstrakcją. Każde państwo, nawet najbardziej represyjne, wytwarza własną racjonalność, mechanizmy adaptacji i codzienne praktyki funkcjonowania. Jednak Korea Północna pozostawia po sobie ślady: statystyki demograficzne, dane gospodarcze, obrazy satelitarne, relacje uchodźców, dokumenty partyjne, zmiany w prawie, rytm propagandy, a nawet sposób, w jaki reaguje na kryzysy międzynarodowe. Ich uchwycenie wymaga nie tylko odwagi interpretacyjnej, ale przede wszystkim chłodnego, zdyscyplinowanego podejścia badawczego. Są to źródła niepełne, fragmentaryczne i obciążone ryzykiem błędu, ale właśnie na takich materiałach pracują dziś badacze reżimów autorytarnych.
Z perspektywy akademickiej Korea Północna nie jest „białą plamą”, lecz polem metodologicznych napięć. Rozmowa o Korei Północnej zaczyna się więc nie od osądu, lecz od pytania: czy zamknięte państwo można zrozumieć i jakie narzędzia są do tego potrzebne? Właśnie wokół tych wątpliwości i metod porusza się poniższy wywiad. Rozmówcą wywiadu jest pan Karol Starowicz – doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Społecznych UAM w Poznaniu, stypendysta programu ERASMUS+ na Chonnam National University w Gwangju w Republice Korei (marzec–sierpień 2024), pracownik Biura Rzecznika Prasowego Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, a także autor licznych publikacji poświęconych współczesnej polityce Korei Północnej oraz filmu dokumentalnego „Polacy na wojnie koreańskiej”.
1. Dlaczego zainteresował się Pan właśnie Koreą i regionem Półwyspu Koreańskiego? W jakim wieku pojawił się ten impuls i co było punktem wyjścia?
Po raz pierwszy o Korei Północnej usłyszałem w liceum, na lekcjach wiedzy o społeczeństwie, podczas omawiania przykładów funkcjonowania państw totalitarnych w sferze międzynarodowej. Wówczas nauczycielka zdecydowała się przybliżyć nam temat Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, wyświetlając film Defilada w reżyserii Andrzeja Fidyka. Do dziś pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie ten obraz. Pierwsza myśl dotyczyła tego, jak to możliwe, że takie państwo wciąż istnieje i jak po traumatycznych doświadczeniach II wojny światowej może nadal funkcjonować tak skrajnie totalitarny reżim.
Od zawsze interesowałem się historią i polityką, dlatego naturalnym krokiem było sięgnięcie po książki świętej pamięci prof. Waldemara Dziaka, który swój dorobek naukowy poświęcił państwom azjatyckim, a w szczególności Korei Północnej i dynastii Kimów. To właśnie wtedy po raz pierwszy zetknąłem się w sposób naprawdę pogłębiony z problematyką państw Półwyspu Koreańskiego, ponieważ dopiero na studiach mogłem zdobyć w tym zakresie specjalistyczną wiedzę.
2. Skąd badacz czerpie wiedzę o Korei Północnej – kraju niemal całkowicie zamkniętym na świat?
Pomimo rosnącej liczby nowych publikacji na temat Korei Północnej i dynastii Kimów, de facto kraj ten pozostaje niczym enigma – zagadkowy, tajemniczy i trudny do rozszyfrowania. W tym kontekście każdy badacz zajmujący się tą tematyką staje przed nie lada wyzwaniem, ponieważ skąd czerpać rzetelne informacje o państwie tak zamkniętym, że każdy fakt wymaga weryfikacji? Z pewnością należy sięgać po książki akademickie i ekspertów w tej dziedzinie, np. polecam książki prof. Andreja Lankova (m.in. Prawdziwa Korea Północna. Życie i polityka w niedoszłej stalinowskiej utopii), prof. Briana Reynoldsa Meyersa (m.in. Najczystsza rasa. Propaganda Korei Północnej) czy prof. Victora Cha (m.in. Korea. Nowa historia południa i północy). Warto też zwrócić uwagę na agencje informacyjne monitorujące Koreę Północną tj. NK News, 38 North oraz wyspecjalizowane czasopisma naukowe w tematyce koreańskiej (m.in. The Journal of Korean Studies, North Korean Review, Acta Koreana).
Warto w tym miejscu wyróżnić również dorobek polskich naukowców zajmujących się problematyką Korei. Na naszej Alma Mater prof. Grażyna Strnad bada państwa koreańskie w wymiarze politycznym. Jej najnowsza publikacja pt. Bliski Wschód w polityce państw Półwyspu Koreańskiego odsłania mniej znane fakty i pokazuje, jak dynamika Bliskiego Wschodu wpływała i nadal wpływa na politykę Korei, osadzając ją w szerszym kontekście historycznym, kulturowym i politycznym. Warto sięgnąć także po sprawdzone reportaże. W Polsce wiele interesujących książek poświęconych Korei Północnej publikuje m.in. Wydawnictwo Czarne. Osoby rozpoczynające swoją „przygodę” z „państwem zamkniętych drzwi”, jak określali Koreę dawni podróżnicy, śmiało mogą sięgnąć po wspomniane pozycje lub zapoznać się z literaturą i czasopismami naukowymi.
Z pewną rezerwą podchodziłbym natomiast do wspomnień publikowanych przez uchodźców z Korei Północnej. W tym przypadku warto zachować ostrożność: z jednej strony ich pamiętniki dostarczają unikalnego wglądu w codzienne życie i mechanizmy reżimu, z drugiej zaś dla niektórych, jak np. Park Yeon‑mi, publikacja wspomnień i udzielanie wywiadów światowym mediom stały się dochodowym zajęciem. W rezultacie obraz przedstawiany w takich relacjach może być czasami nadmiernie wyolbrzymiony, niepełny lub podporządkowany określonej narracji, niekiedy narzuconej przez wydawnictwo lub inną stację medialną.
3. Czy wiadomości i media mogą być wiarygodnym źródłem wiedzy dla badacza Korei Północnej, czy raczej produkują uproszczony i przerysowany obraz?
Każdy obraz przedstawiony przez media jest w pewnym stopniu uproszczony i napisany pod konkretną tezę. W dzisiejszych czasach, gdy coraz bardziej liczy się tzw. clickbait, tym bardziej musimy weryfikować fakty, z którymi się zapoznajemy. Z pewnością nie możemy wszystkiego brać za absolutny pewnik, zwłaszcza gdy mówimy o Korei Północnej i dynastii Kimów. Wielokrotnie spotykałem się z nagłówkami typu „to już koniec reżimu Kimów” albo „Korea Północna upada”. Z ciekawości wchodziłem w takie linki i niestety po kliknięciu wyskakiwały mi reklamy, a przedstawione treści nie miały nic wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem. Niektóre serwisy informacyjne w Polsce dostarczają istotnych informacji na temat Korei Północnej, ale ten obraz budowany jest w oparciu o wiedzę ekspertów w tej dziedzinie. W związku z tym mogę odpowiedzieć, że tak – wiadomości i media mogą być wiarygodnym źródłem informacji na temat Korei Północnej, ale musimy je sprawdzać i weryfikować w oparciu o różne źródła.
4. Czy zgadza się Pan z tezą, że Korea Północna jest jednym z najbardziej zmitologizowanych krajów świata?
Zdecydowanie tak. Korea Północna pozostaje państwem zamkniętym, a dynastia Kimów funkcjonuje w oficjalnej propagandzie niemal jako rodzina o mitologicznym statusie. Ograniczony dostęp do rzetelnych informacji sprawia, że percepcja Korei Północnej przez świat zewnętrzny rodzi mistyfikacje i legendy na jej temat. Dodatkowo liczne produkcje filmowe, artykuły prasowe, a zwłaszcza memy utrwalają obraz skrajny lub wyraźnie wyolbrzymiony. Co ciekawe, gry komputerowe związane z Koreą Północną także mają tutaj swój wkład. Na przykład Homefront1 przenosi gracza do alternatywnej rzeczywistości, w której północnokoreańskie wojska okupują terytorium USA, popełniając liczne zbrodnie na amerykańskiej ludności, a gracz jako członek ruchu oporu musi przeciwstawić się komunistom z Korei. Brzmi to absurdalnie, ale taka produkcja istnieje i swego czasu była nawet bardzo popularna w USA. W efekcie postrzeganie Korei Północnej w dużej mierze opiera się na stereotypach, domysłach i mitach, często powielanych przez różne środki przekazu.
5. Jakie mity o Korei Północnej najczęściej powracają w mediach, mimo że nie znajdują potwierdzenia w badaniach naukowych?
W ostatnich latach narodziło się wiele mitów na temat Korei Północnej, a jednym z najczęstszych jest pogląd, że państwo to zaatakuje USA, Republikę Korei, Japonię i inne kraje przy użyciu broni jądrowej. To nieprawda, ponieważ głównym celem reżimu północnokoreańskiego jest przetrwanie, a broń jądrowa pełni przede wszystkim funkcję odstraszającą. Kim Dzong-Un jako Najwyższy Dowódca Sił Zbrojnych nie podejmie tak „lekkiej” decyzji, by zaatakować któregoś z sąsiadów. Choć przyjęta w 2022 r. doktryna nuklearna dopuszcza możliwość uderzenia wyprzedzającego, oceniając zagadnienie bez emocji widać wyraźnie, że reżim dąży wyłącznie do przetrwania, a cała wojenna retoryka służy przede wszystkim zastraszeniu świata zewnętrznego. W tym kontekście najlepiej sytuację oddają słowa siostry Kim Dzong-Una – Kim Jo Dzong, która w jednym z wywiadów nie tak dawno stwierdziła „żyjmy razem, nie zdając sobie sprawy z własnego istnienia.”
Drugim mitem jest przekonanie, że wszyscy obywatele Korei Północnej nie wiedzą, co się dzieje na świecie. Prawda jest o wiele bardziej skomplikowana, ponieważ mieszkańcy regionów przy granicy z Chinami mogą korzystać z chińskich mediów, muzyki i filmów z zagranicy, często za pośrednictwem nielegalnych źródeł. Przytoczony przeze mnie wcześniej rosyjski badacz prof. Lankov wielokrotnie w swoich publikacjach wskazywał, że mieszkańcy Korei Północnej mają dostęp do seriali południowokoreańskich i muzyki, dzięki czemu zyskują przynajmniej częściową świadomość, że życie poza granicami ich państwa może wyglądać inaczej. Podobną sytuację można było zaobserwować w państwach byłego Bloku Wschodniego, w tym w Polsce w okresie PRL – mimo istnienia żelaznej kurtyny obywatele aktywnie poszukiwali informacji o świecie zewnętrznym, słuchali zagranicznych rozgłośni radiowych (m.in. Radio Wolna Europa) i korzystali z nieoficjalnych źródeł (m.in. Paryska „Kultura”). Istniała powszechna świadomość, że życie poza granicami państw Bloku Wschodniego mogło wyglądać znacznie lepiej, niż przedstawiała to komunistyczna propaganda.
Trzeci mit stanowi głęboka nędza i skrajne cierpienie, jakie ma panować w KRL-D. To prawda, że Korea Północna boryka się z problemami gospodarczymi i kryzysem żywnościowym, ale ekonomia kraju prezentuje również pewne formy stabilizacji i adaptacji, a społeczeństwo nie jest monolityczną masą skrajnie zaniedbanych ludzi – istnieją różnice klasowe i różne doświadczenia życiowe. Jeśli wczytamy się w literaturę przedmiotu zauważymy, że poziom ekonomiczny obywateli KRL-D jest mocno zróżnicowany. Owszem, nie można twierdzić, że są tak bogaci jak ich rówieśnicy z Korei Południowej, ale nie należy też mówić o skrajnej biedzie.
6. Na ile możemy ufać relacjom uciekinierów z Korei Północnej?
Jak już wcześniej wspomniałem, relacje uciekinierów nie pozwalają nam poznać pełnej rzeczywistości Korei Północnej, ponieważ każda z nich ma charakter indywidualny. W rezultacie przedstawiony w ten sposób obraz jest niepełny, silnie subiektywny i oparty na osobistych doświadczeniach życiowych. Należy również pamiętać, że motywacje kierujące obywatelami Korei Północnej decydującymi się na ucieczkę są bardzo zróżnicowane. W przekazach medialnych najczęściej podkreśla się pobudki ekonomiczne, jednak równie istotną rolę odgrywają także inne czynniki, takie jak konflikty z prawem, popełnione przestępstwa czy naruszenie północnokoreańskich regulacji.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię. Każdy uchodźca po dotarciu do Republiki Korei przechodzi obowiązkowy proces wprowadzający i weryfikacyjny, który bywa w mediach określany mianem „przesłuchania”. W rzeczywistości jest to procedura o charakterze kontrolno-adaptacyjnym, a nie przesłuchanie w sensie stricte policyjnym. W jej trakcie uchodźca jest pytany m.in. o pochodzenie, wykonywany zawód oraz pełnioną wcześniej rolę społeczną. Następnie jego zeznania są konfrontowane z innymi dostępnymi świadectwami. Działania te mają na celu nie tylko udzielenie wsparcia nowo przybyłym, lecz także identyfikację potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa Republiki Korei, w tym ewentualnych agentów północnokoreańskich.
Jak widać, kwestia uchodźcza ma wieloaspektowy wymiar i nie powinniśmy do niej podchodzić w sposób zero-jedynkowy.
7. Czy Korea Północna jest rzeczywiście wyjątkowa, czy raczej stała się wygodnym symbolem „absolutnego zła” w zachodniej wyobraźni? Czy są dziś na świecie reżimy mniej znane, a równie lub bardziej brutalne?
W mojej ocenie Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna stanowi wygodny punkt odniesienia dla pojęcia „totalitaryzmu”. Państwo to postrzegane jest jako egzotyczne, a – nie sposób tego pominąć – problem atomowych ambicji dynastii Kimów urósł do rangi zagadnienia o znaczeniu międzynarodowym. Z tego względu media na całym świecie, w tym również w Polsce, poświęcają Korei Północnej znacznie więcej uwagi, koncentrując się na jej programie nuklearnym, systemowych naruszeniach praw człowieka oraz specyfice tamtejszego reżimu.
Jednocześnie relatywnie niewiele uwagi poświęca się innym państwom o podobnym charakterze. Przykładem może być Turkmenistan, w którym również funkcjonuje rozbudowany kult jednostki oraz system władzy istotnie ograniczający podstawowe wolności obywatelskie. Podczas stypendium w Gwangju w Republice Korei poznałem studentkę pochodzącą z tego kraju. Wspólnie mieliśmy przygotować na zajęcia prezentację dotyczącą form oporu społecznego w naszych państwach. Nie była ona jednak w stanie wykonać tego zadania, tłumacząc, że – jak sama ujęła – „w Turkmenistanie ludzie nie strajkują, bo nie muszą”. Wypowiedź ta zrobiła duże wrażenie nie tylko na członkach zespołu, lecz także na prowadzącym zajęcia, stawiając go w niełatwej sytuacji.
Innym interesującym przypadkiem jest Erytrea w Afryce Wschodniej – państwo, w którym prawa człowieka są nagminnie łamane, a liczni badacze i działacze praw człowieka określają je mianem reżimu de facto totalitarnego, porównywalnego pod tym względem z Koreą Północną. Oczywiście jest więcej takich państw, jednak to niestety media nadają ton debacie publicznej i „sugerują”, które tematy są ważne lub ważniejsze.
8. Jest Pan autorem filmu „Polacy na wojnie koreańskiej”. Czy mógłby Pan opowiedzieć, o czym dokładnie jest ten film i dlaczego uznał Pan ten temat za ważny?
Powszechnie uważa się, że o wojnie koreańskiej powiedziano i napisano już wszystko. Tymczasem archiwa dawnych organów bezpieczeństwa, które są sukcesywnie odtajniane, odsłaniają wiele nieznanych dotąd faktów. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że ówczesne państwo polskie zaangażowało się w wojnę koreańską po stronie Korei Północnej, udzielając pomocy materialnej oraz wysyłając personel medyczny i techniczny, który następnie uczestniczył w odbudowie komunistycznej Korei.
W Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie zachowały się liczne raporty, dokumenty oraz inne świadectwa z tego okresu, potwierdzające skalę polskiego zaangażowania. Wśród nich znajduje się kilkadziesiąt kwestionariuszy dotyczących amerykańskich jeńców wojennych polskiego pochodzenia. W aktach sprawy pojawiają się m.in. nazwiska takie jak: Barczykowski, Bednarz, Boliński, Gawęła, Gornowicz, Kahaniak, Kowalewski, Łukasik, Magiera, Maciejewski, Radoszewski, Sakrzewski, Szalakiewicz i inni.
Część z tych osób była weteranami II wojny światowej i nie ukrywała swojego pochodzenia, często zaznaczając je w dokumentach w rubryce „origin: Polish lub American-Polish”. Z zachowanych materiałów wynika również, że w Warszawie toczyła się dyskusja nad tym, czy komunistyczne państwo polskie powinno sprowadzić tych jeńców do kraju i wykorzystać ich w nadchodzącej walce z tzw. „amerykańskim imperializmem”. Film ten miał na celu nie tylko przybliżenie odbiorcom nieznanych kart historii wojny koreańskiej na podstawie polskich materiałów archiwalnych, lecz także ukazanie gry wywiadów wojskowych – prowadzonej m.in. z wykorzystaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych – w ramach której rozgrywała się wielka polityka mocarstw, a ludzkie życie stawało się jedynie pionkiem na geopolitycznej szachownicy.
9. Jaki fakt o Korei Północnej najbardziej Pana zaskoczył lub zmienił Pana sposób myślenia o tym kraju?
Jeden z uczniów Konfucjusza, Xunzi, postawił kiedyś pytanie obrazujące hierarchiczny system sprawowania władzy: „Gdyby nie było władców i nauczycieli, kto zaprowadziłby porządek?”. To, co najbardziej zaskoczyło mnie w przypadku Korei Północnej, to właśnie specyficzne połączenie etyki konfucjańskiej z komunizmem. Co ciekawe, sam Kim Il Sung, pierwszy przywódca komunistycznej Korei, zaprzeczał, jakoby jego władza oraz kult jego rodziny miały jakikolwiek związek z tradycją konfucjańską. Dopiero po upadku Związku Sowieckiego i zmianach w układzie sił na arenie międzynarodowej jego syn, Kim Dzong Il, zaczął otwarcie podkreślać, że sprawowana przez niego władza czerpie inspiracje z narodowej spuścizny, jaką jest konfucjanizm.
W tym miejscu dochodzimy do kolejnego, równie zaskakującego faktu – procesu przekazywania władzy opartego na więzach krwi. W tym sensie Korea Północna pozostaje ewenementem w skali światowej, ponieważ nie istnieje obecnie żadna inna komunistyczna dynastia o podobnym charakterze. Myślę, że wyjątkowość Korei Północnej polega właśnie na tym, że to, co z perspektywy zewnętrznej wydaje się nam absurdalne lub nie do pomyślenia, w realiach Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej staje się możliwe i trwałe.
10. Czy jako badacz odczuwa Pan współczucie wobec mieszkańców Korei Północnej lub strach, czytając o brutalności reżimu, czy udaje się Panu zachować chłodny, analityczny dystans?
Świadomość, że mieszkańcy Korei Północnej mogliby żyć w warunkach zbliżonych do tych, w jakich funkcjonują ich rodacy na Południu, budzi we mnie głębokie współczucie. Aby lepiej to zilustrować, warto spojrzeć na współczesną Polskę i jej pozycję na świecie – obecnie dwudziestą gospodarkę globalną. Uświadomienie sobie, że totalitarny system PRL zahamował nasz rozwój gospodarczy na niemal pół wieku, pokazuje, jak wiele straciliśmy jako naród i państwo. Podobnie jest w przypadku państw koreańskich. Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna pozostaje gospodarczo zacofana, podczas gdy Republika Korei plasuje się wysoko w niemal wszystkich kluczowych wskaźnikach gospodarczych i należy do światowej czołówki. Niestety podział państw koreańskich utrzymuje się nieprzerwanie od 1953 roku, kiedy to podpisano rozejm w Panmundżomie, zawieszający działania zbrojne na Półwyspie Koreańskim. Co istotne, do dziś nie zawarto traktatu pokojowego, co sprawia, że w tej części świata formalnie wciąż trwa „zimna wojna”.
Analiza Korei Północnej w wyjątkowy sposób ukazuje, jak głęboko totalitarny system władzy wpływa na życie jednostek i całych społeczeństw. Jako badacz staram się zachować kontrolę nad emocjami, zwłaszcza podczas sporządzania analiz czy pisania artykułów naukowych. Emocje są niewątpliwie istotne, jednak praca badawcza wymaga pewnego dystansu oraz chłodnego, analitycznego spojrzenia na fakty – takimi, jakimi są w rzeczywistości.
11. Czy, Pana zdaniem, ludzie żyjący w Korei Północnej są szczęśliwi?
Przede wszystkim należy zadać sobie pytanie, co właściwie oznacza bycie szczęśliwym w realiach systemu północnokoreańskiego. Nie ulega wątpliwości, że część obywateli Korei Północnej, zwłaszcza osoby powiązane z reżimem i czerpiące z tego wymierne korzyści, może odczuwać pewien poziom zadowolenia z istniejącego porządku. Pozostaje jednak pytanie, jak pojęcie „szczęścia” odnosi się do pozostałej części społeczeństwa.
Dla ludzi wychowanych w państwie demokratycznym, zwłaszcza po doświadczeniu upadku systemu komunistycznego, nie do pomyślenia są takie zjawiska jak osadzanie przeciwników politycznych w obozach koncentracyjnych, wszechobecny terror czy życie w permanentnym strachu. Tymczasem, w świetle relacji uchodźców, dla wielu mieszkańców Korei Północnej jest to rzeczywistość poniekąd „normalna”, świat, w którym się wychowali i do którego zostali przyzwyczajeni. Oswojeni z terrorem, traktują go jako stały element codzienności, co stanowi jeden z kluczowych powodów braku realnej opozycji w tym kraju.
Totalna indoktrynacja oraz rozbudowany system kontroli i denuncjacji sprawiły, że pojęcie szczęścia w Korei Północnej częściej utożsamiane jest z wypełnianiem codziennych obowiązków oraz zapewnieniem rodzinie elementarnego bezpieczeństwa ekonomicznego, a nie z realizacją jednostkowych aspiracji czy wolności osobistych, tak jak np. w Polsce czy w innych państwach na Zachodzie.
12. Czy Pana zdaniem świat powinien próbować zrozumieć Koreę Północną i jej społeczeństwo, zamiast traktować ją wyłącznie jako symbol dyktatury i „totalnego zła”?
Niezależnie od przyjętej perspektywy należy mieć świadomość, że Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna jest państwem totalitarnym, w którym jednostka podporządkowana została woli władzy, a ściślej rzecz ujmując, samemu systemowi. Nie bez powodu Korea Północna słusznie bywa postrzegana jako symbol ucieleśniający najciemniejsze cechy totalitarnej dyktatury. Jeśli jednak chcemy ją rzeczywiście zrozumieć, musimy wyjść poza uproszczone oceny i przyjrzeć się faktom.
Dynastia Kimów od początku swoich rządów konsekwentnie dąży do międzynarodowego uznania Korei Północnej. Nieprzypadkowo liczne spotkania z przedstawicielami Republiki Korei czy Stanów Zjednoczonych w ostatnich latach miały również wymiar wizerunkowy, służący ociepleniu obrazu reżimu i samej dynastii Kimów. Fundamentalnym celem władz pozostaje utrzymanie kontroli wewnętrznej oraz przetrwanie w niesprzyjającym środowisku międzynarodowym.
Choć często mówi się o zbliżeniu z Federacją Rosyjską czy o „chińskim patronacie”, państwo północnokoreańskie w istocie pozostaje słabe strukturalnie. Dysponowanie bronią jądrową postrzegane jest jednak przez reżim jako kluczowy gwarant bezpieczeństwa. W mojej ocenie dalsze „przyparcie” Korei Północnej do muru poprzez żądania całkowitej rezygnacji z jej programów bezpieczeństwa może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, zwłaszcza że jest to państwo głęboko nieufne wobec świata zewnętrznego. W związku z tym świat dla własnego dobra powinien spróbować zrozumieć Koreę Północną, a zwłaszcza jej trudną historię.
Jednocześnie nie powinniśmy rezygnować z dialogu, ponieważ w przeciwnym razie reżim mógłby utwierdzić się w przekonaniu, że obrana przez niego droga jest jedyną słuszną. Choć historia pokazuje, że wcześniejsze rozmowy i porozumienia często kończyły się niepowodzeniem, nadal warto poszukiwać takiej ścieżki, która mogłaby skłonić władze Korei Północnej do wprowadzenia kluczowych zmian. W tym kontekście jakakolwiek rezygnacja z dialogu oznaczałaby pogodzenie się z trwałością obecnego status quo, a na to jako społeczność międzynarodowa nie możemy sobie pozwolić.
Źródło zdjęcia: https://www.magnific.com/free-photo/map-north-korea-polygonal-mesh-line-map-flag-map_24605051.htm#fromView=search&page=1&position=0&uuid=91dbd2a5-3022-4e8c-9372-63de876d2604&query=korea+north
