Kulturowa rewolucja pod kontrolą MI6?

W latach 60. Beatlemania ogarnęła świat jak pożar. W kilka lat czterech muzyków z prowincjonalnego Liverpoolu, nikomu wcześniej nieznanych, stało się supergwiazdami, które znał każdy, a ich piosenki wypełniały listy przebojów. Fani szaleli, a sami Beatlesi czasem musieli uciekać przed tłumem. Kupowano ich płyty na ostatnie pieniądze, czasem wyproszone u rodziców, czasem pożyczone od znajomych. Ale czy to wszystko naprawdę wydarzyło się samo? Czy to tylko szczęście, talent i timing? A może za tym stało coś więcej? Wokół Beatlesów powstało mnóstwo teorii spiskowych: niektóre śmieszne, inne wręcz przerażające

Ogromna popularność zespołu budziła nie tylko zachwyt, lecz także lęk. Dla wielu dorosłych obserwatorów – polityków, duchownych, publicystów – nagła eksplozja młodzieżowej kultury wydawała się czymś podejrzanym, wręcz niebezpiecznym. Rock’n’roll przestawał być tylko muzyką, a zaczynał być postrzegany jako siła zdolna zmieniać zachowania, wartości i hierarchie społeczne. W takiej atmosferze nieufności i moralnej paniki bardzo łatwo było uwierzyć, że za sukcesem Beatlesów kryje się coś mroczniejszego niż zwykła popkultura.

Ukryte wiadomości: diabeł na winylu?
Dla konserwatywnej Ameryki lat 60. “brytyjska inwazja” była szokiem kulturowym. Beatles, Rolling Stones, The Who – nagle dziesiątki grup stały się superpopularne. Nastolatki przestawały słuchać rodziców, rzadziej chodziły do kościoła, dziwnie tańczyły i dziwnie się ubierały. Kto za to odpowiedzialny? Odpowiedź znalazła się szybko: diabeł. Pojawiła się teoria, że na płytach rockowych kryją się tajne wiadomości nagrane od tyłu. Jeśli puścić płytę wstecz, można ponoć usłyszeć wezwania do satanizmu, rozpusty i buntu.

I tutaj robi się naprawdę ciekawie: czasem te „wiadomości” rzeczywiście dało się usłyszeć. Technika nazywała się backmasking, czyli nagrywanie dźwięku w odwrotnym kierunku. Już na początku XX wieku radził ją stosować Aleister Crowley w swoich praktykach magicznych. Muzycy używali jej raczej jak zabawy, artystycznego triku albo sposobu na obejście cenzury. Beatles wprowadzili backmasking do estetyki swojej muzyki: choćby w Rain czy Revolution. Ale panika wymknęła się spod kontroli: w USA rozważano prawo, które zmuszałoby wytwórnie do ostrzeżenia słuchaczy o „ukrytych wiadomościach”. Senatorowie rzeczywiście słuchali Stairway to Heaven w wykonaniu Led Zeppelin od tyłu, próbując dosłyszeć rzekome satanistyczne mantry. Prawie uchwalono ustawę. Prawie.

Paul żyje czy nie? Mit, który nie chce umrzeć
Druga, i chyba najbardziej znana teoria spiskowa związana z Beatlesami dotyczy rzekomej śmierci Paula McCartneya. Według tej wersji wydarzeń w 1966 roku muzyk zginął w wypadku samochodowym, a zespół, by nie stracić popularności i nie doprowadzić do załamania całej beatlemanii, miał zastąpić go sobowtórem. Niektórzy dodawali nawet, że cała operacja odbyła się przy cichej współpracy brytyjskich służb specjalnych, w tym MI6. Brzmi absurdalnie? Być może. Ale w drugiej połowie lat 60. wcale nie brakowało osób, które brały tę historię śmiertelnie poważnie.

„Dowody” miały być dosłownie wszędzie. Zwolennicy teorii doszukiwali się znaków na okładkach płyt, w tekstach piosenek i w drobnych detalach, które, ich zdaniem, nie mogły być przypadkowe. Paul idący boso na okładce Abbey Road, dziwne gesty, symbole, liczby. Do tego utwory, które dało się interpretować jako zakamuflowane przyznania do tragedii, zatajanej przed fanami.

Szczególną rolę odegrała piosenka Strawberry Fields Forever. Jeśli puścić ją od tyłu, twierdzili zwolennicy teorii, John Lennon wypowiada słowa „I buried Paul”. Przypadek? Zbieg okoliczności? A może świadome mrugnięcie okiem do najbardziej dociekliwych słuchaczy? Plotka rozrastała się w zastraszającym tempie, podsycana przez radio, prasę i samych fanów, którzy coraz bardziej wierzyli, że rozwiązują wielką zagadkę.

Skala zjawiska była tak duża, że w końcu zareagowały media głównego nurtu. Magazyn Life wydał numer z okładką: „Paul is still with us”. Miało to raz na zawsze uciąć spekulacje. Efekt? Dokładnie odwrotny. Dla wielu była to kolejna próba „zamknięcia sprawy”, a nie jej wyjaśnienia. Legenda o śmierci McCartneya okazała się wyjątkowo trwała i ma naprawdę dużo zwolenników i dziś. Być może dlatego, że idealnie wpisywała się w atmosferę tamtych lat i idealnie się wpisuje do dzisiejszych: nieufność wobec władzy, mediów i oficjalnych narracji.

Projekt narodowy: Beatles jako soft power?
I tu dochodzi do kolejnej, jeszcze większej teorii: a co jeśli Beatlesi nie byli tylko zespołem? A jeśli to był projekt narodowy Wielkiej Brytanii? Zespół wystrzelił w kilka miesięcy z nieznanych lokalnych muzyków do gwiazd pierwszej wielkości, występowali przed rodziną królewską, dostali odznaczenia, a gazety pisały o nich na pierwszych stronach. Wszystko idealnie w czasie politycznego skandalu Profumo, dymisji konserwatywnego rządu i kryzysu zaufania do elit. Zbieg okoliczności? Niektórzy idą jeszcze dalej: za sukcesem Beatlesów stoją psycholodzy, specjaliści od masowego umysłu, eksperci od manipulacji opinią publiczną z Tavistock Institute of Human Relations w Londynie. To właśnie tam, według zwolenników tej hipotezy, pracowano nad badaniami masowego zachowania, psychologią tłumu i wpływem kultury na społeczeństwo. Instytut zajmował się m.in. analizą traumy wojennej, testowaniem reakcji ludzi oraz mechanizmami kształtowania opinii publiczne. A efekt? The Beatels, a potem i ogólnie rock i muzyka pop stały się narzędziem rewolucji kulturowej, zmieniły się pokolenia i sposób, w jaki ludzie myślą o muzyce, życiu, wolności. Podobno powstali zespoły, które badały weteranów wojen, testowały ludzi, analizowały reakcje społeczne. A efekt? Rock i muzyka pop stały się narzędziem rewolucji kulturowej. Brzmi jak teoria spiskowa, prawda? Ale przecież zmieniły się pokolenia i sposób, w jaki ludzie myślą o muzyce, życiu, wolności.

A co jest prawdą?
Fakty są dużo prostsze. Tak, backmasking istniał, ale najczęściej jako zabawa, artystyczny chwyt, a nie narzędzie tajnej indoktrynacji. Tak, czasem używano sobowtórów, głównie ze względów bezpieczeństwa. Pierwszy producent Beatlesów, George Martin, wspominał w swoich pamiętnikach, że takie sytuacje rzeczywiście się zdarzały, by odciągnąć fanów i pozwolić zespołowi spokojnie opuścić miejsce koncertu. To wystarczyło, by legenda żyła przez dekady. Tak, Beatles stali się ważnym narzędziem ekspansji kultury brytyjskiej, ale raczej post factum, a nie według wcześniej spisanego, tajnego scenariusza. W realiach powojennej Europy, także w samej Wielkiej Brytanii, społeczeństwo było głęboko straumatyzowane II wojną światową i żyło w cieniu groźby III wojny. W takiej rzeczywistości nie trzeba było spisków ani tajnych instytutów. Wystarczył talent, właściwy moment i charyzma. Podobnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie młode pokolenie szukało nowego języka wolności, oderwania się od lęku i konserwatywnych schematów.

Warto również wspownieć, że Wielka Brytania tamtych lat wcale nie była oczywistym kulturowym punktem odniesienia. Nie miała jeszcze globalnej „marki”, jaką dziś kojarzymy z czerwonymi budkami telefonicznymi, Big Benem czy Pałacem Buckingham. A nawet jeśli miała, to niewielu się tym przejmowało. To właśnie Beatlesi sprzedali światu nowy obraz brytyjskości, stworzyli jej współczesny kod kulturowy i położyli fundament pod to, czym Wielka Brytania stała się w popkulturowej wyobraźni świata. Beatles zmienili muzykę, kulturę i całe pokolenie. I wbrew teoriom spiskowym czasem naprawdę wystarczy czterech chłopaków z gitarami, trafiających dokładnie w moment, w którym świat był gotowy ich usłyszeć.

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Zmarła najstarsza osoba na świecie

Tomiko Itooka, która zmarła 29 grudnia 2024 roku w wieku...

Teatr w metrze? W Warszawie to możliwe

Na jednej ze stacji drugiej linii warszawskiego metra powstaje teatr...

Wiśniowy front
Dla przeciętnego obcokrajowca Japonia to kraj sushi, karaoke, słodkiego pyszczka...
Rozciągnąć kadr do granic możliwości
Współczesna fotografia panoramiczna pozwala wyjść poza dotychczasowe ograniczenia, narzucane przez...