Warszawa według Żulczyka

Najnowsza powieść Jakuba Żulczyka przedstawia współczesną Warszawę pełną zepsucia, przemocy i kokainy. Czy poza upadłymi mieszkańcami coś jeszcze można w niej znaleźć?

Bohaterem powieści jest Jacek, diler kokainy. Do Warszawy przyjechał z Olsztyna, studiować na ASP. Studiów nie ukończył wybierając karierę handlarza detalisty. Dlaczego to robi? Można odnieść wrażenie, że w przeciwieństwie do wszystkich innych graczy narkobiznesu nie robi tego wyłącznie z chciwości czy żądzy władzy. Jacek nie lubi ludzi. Nie lubi przeciętności, brzydoty polskich przedmieść, reklam blachodachówek, szwagrów Andrzejów z sumiastym wąsem, mierności, schabowych z kapustą – tego wszystkiego co pozwala mu mówić o Polsce jako o kraju kwitnącej cebuli. Pieniędzy potrzebuje by się od tego, czego w ludziach i w Polsce nie lubi najbardziej, skutecznie odseparować. Niestety pewnej nocy jeden z jego klientów wciąga zbyt dużo kokainy i wpada w tarapaty. Przed pójściem na dno ratuje się pociągnięciem tam Jacka. Misternie zbudowany mur między dilerem, a Warszawą zaczyna się kruszyć.

żulczyk.jpg

Język powieści przykuwa uwagę. Forma krótkich, rwanych i poszatkowanych zdań, pełnych wulgaryzmów i do żywego brutalnych opisów nie jest przypadkowa. Autor próbuje w ten sposób odwzorować tryb życia miasta, bohatera i spotykanych przez niego postaci. W pośpiechu, byle szybciej, byle mocniej, bez zasad i wartości. Choć ta kontrowersyjna estetyka nie każdemu przypadnie do gustu, nie należy jej krytykować. Spełniając postawione przed nią zadanie, pozwala Czytelnikowi wczuć się w świat bohaterów powieści.

„Ślepnąc od świateł” było intensywnie promowane jako „portret współczesnej Warszawy”. Niestety akurat ten wątek wypada nieprzekonująco. Stolica jest przedstawiona jednostronnie i powierzchownie. Autor opisuje jedynie mroczną stronę miasta – uzależnionych od kokainy klientów Jacka, jego prymitywnych konkurentów i wspólników oraz wpływowych gangsterów będących Jacka szefami i dostawcami jednocześnie. Dziennikarze są tu próżni, pazerni i rozpustni, policjanci cuchnący, biedni i zawistni, a studenci to naiwni głupcy bez widoków na przyszłość. Wszyscy wciągają koks. Nie sposób odnaleźć u Żulczyka choćby szczątkowych śladów dobra w Warszawie i pośród jej mieszkańców. Choć taki pogląd autora mógłby być interesujący na gruncie filozoficznym, pozbawia on powieść jakiejkolwiek autentyczności.

Czy Czytelnicy doczekają się kiedyś dzieła portretującego współczesną Warszawę w sposób równie umiejętny jak swego czasu zrobił to „Zły” Tyrmanda? Próba Żulczyka, chociaż interesująca nawet się do tego wzorca nie zbliża. To samo wyzwanie niedawno podjął również Wojciech Engelking debiutując swym „(niepotrzebne skreślić)”. Wbrew oczekiwaniu wydawcy (także Świat Książki) nie odniósł on sukcesu, zarówno komercyjnego, jak i artystycznego. Zróżnicowane recenzje krytyków pozwalają się zastanowić, czy którakolwiek ze współczesnych powieści o Warszawie jest równie udana, jak monumentalne dzieło miłośnika jazzu w pasiastych skarpetkach.

Opublikowane nakładem Świata Książki „Ślepnąc od świateł” jest kolejną powieścią w serii wydawniczej Nowa Proza Polska. Żulczyk znalazł się w towarzystwie nazwisk tak zróżnicowanych jak Pilch, Rylski czy Głowacki z jednej strony i Wildstein, Ziemkiewicz oraz wspomniany już Engelking z drugiej. Wydawnictwu należą się słowa uznania za wytrwałe, bo już czternastoletnie promowanie współczesnej literatury polskiej oraz słowa nagany za tak mało staranny dobór autorów.

 

Jakub Żulczyk  „Ślepnąc od świateł”

liczba stron: 520

Wydawnictwo Świat Książki, 2015