SESJA 45m2 plus

45 metrów kwadratowych kontra profesjonalne studio foto. Co to za porównanie? Sesja zdjęciowa w małym mieszkanku nigdy nie dorówna tej zrobionej w profesjonalnym studio. Kilku śmiałych fotografów próbuje obalić tę tezę. Czy można uzyskać efekt zdjęć profesjonalnych, używając półśrodków? Cykl zdjęć „mieszkaniowych” ma dać odpowiedź na to pytanie.

 

sesja1.jpgfot. Mirek Kaźmierczak

 

Założenia cyklu są bardzo proste: cała współpraca opiera się na wymianie i jest non-profit. Mieszkania, w których  realizowany jest cykl, należą najczęściej do znajomych, kolegów  z uczeli, albo do tych, którzy dowiedzieli się o sesji i postanowili ją zorganizować w swoim lokum.

Pomysł sesji we własnych czterech kątach zachęca wiele osób do udziału w przedsięwzięciu. Właściciel lub właścicielka mieszkania również ma szansę na parę chwil stać się modelem/modelką.

W zamian za eksploatacje domowej przestrzeni, jej lokator ma zapewnioną sesję zdjęciową, a później otrzymuje 10 obrobionych zdjęć. Ponieważ grupa foto jest bardzo kreatywna, niezła rozrywka podczas sesji gwarantowana. Można tez poznać wiele technicznych ciekawostek o sprzęcie i dowiedzieć się czegoś o szczegółach technicznych.

 

 

Ochota, samo południe. Na początek kawa z właścicielem mieszkanka, które, choć urządzone ze smakiem nie jest w pełni przygotowane do sesji. Dlatego też grupa wzmacnia naturalne światło za pomocą lamp. Po krótkim rozpoznaniu i dyskusji fotografowie rozkładają sprzęt, pojawia się modelka i wizażystka. Dziewczyny miały okazje zapoznać się z grupą foto za pośrednictwem portalu społecznościowego www.maxmodels.pl.

 

Praca zaczyna się na dobre. Wykorzystana zostaje łazienka – modelka wystylizowana na gwiazdę rocka ląduje w wannie a nawet… na sedesie. W „miejscu pracy” panuje straszny tłok – na kilku metrach kwadratowych znajduje się pięć osób. Kolejny pomysł brzmi: „gwiazda rocka przy prasowaniu koszulki narzeczonego”. Wszystkie fotografie pokazują modelkę podczas wykonywania zwykłych, codziennych czynności, co podkreśla naturalny charakter całego przedsięwzięcia.

Po sześciu godzinach pracy, które doprowadziły do zupełnego „zmęczenia materiału”, sesję można uznać za zakończoną. Następuje najciekawszy element – oglądanie zdjęć na komputerze. Efekty są zaskakujące, zdjęcia wyglądają naprawdę dobrze, nawet bez retuszu. Cała grupa jest zadowolona ze współpracy. Widać wyraźnie, że nie trzeba odwiedzać norweskich fiordów, by zrobić dobre zdjęcia. Liczy się przede wszystkim kreatywność samego fotografa.