Cyrk marzeń

Pod koniec grudnia ubiegłego roku do polskich kin trafił musical w reżyserii Michaela Graceya zatytułowany Król rozrywki. Promowany jako magiczne widowisko opowiadające o życiu P.T. Barnuma — amerykańskiego artysty, założyciela cyrku, który przyniósł mu wielką sławę — zyskało sobie przychylność zarówno widzów, jak i krytyków.

Na pierwszy rzut oka nowy film Michaela Graceya to klasyczne kino „od zera do bohatera”. Główna postać, czyli grany przez Hugh Jackmana P.T. Barnum, zostaje ukazany widzom jako młody, biedny chłopak z głową pełną marzeń i nowatorskich pomysłów. Dorastając, stara się wiązać koniec z końcem — choć ma za żonę miłość swego życia, Charity (Michelle Williams) — ciągle czuje niedosyt. Chcąc zapewnić swym dwóm córkom godziwą przyszłość, próbuje sił w szeroko pojętym świecie rozrywki. Jego kuglarski talent do oczarowywania ludzi magią opowieści sprawdza się. Barnum otwiera cyrk niezwykłych osobistości — ludzi utalentowanych, o dziwnych, charakterystycznych cechach. Niestety, spełnienie marzeń okazuje się dla bohatera nie dość satysfakcjonujące. Powoli zatraca się w pogoni za szczęściem…

Po bliższym przyjrzeniu się, można dojść do wniosku, że przysłowiowy „pierwszy rzut oka” wcale nie był tak powierzchowny, za jaki zwykło się go uważać. Król rozrywki to bowiem faktycznie klasyczna opowieść. Czemu jednak miałoby to źle o niej świadczyć, skoro zawiera w sobie tak wiele cennych przekazów i została tak dobrze zrealizowana?

Źródło: Twentieth Century Fox Film Corporation

Każda postać to pewna klisza, z którą widzowie zapewne nie raz się zetknęli. Nie zmienia to faktu, że zostały one dobrze odegrane. Hugh Jackman unosi ciężar swej roli. Jako zdeterminowany wizjoner wypada bardzo przekonująco. Wykreowana przez niego postać wręcz zaraża marzycielskim optymizmem — kibicuje się mu w dążeniu do osiągnięcia postawionych sobie celów. Michelle Williams tworzy postać troskliwej i roztropnej małżonki, a Austyn Johnson i Cameron Seely — naiwnych córek zapatrzonych w ojca. Zac Efron występuje w roli biznesmena, który odkrywa radość w życiu dzięki włączeniu się w działalność cyrku i poznanie pięknej Anne Wheeler, akrobatki granej przez Zendayę.

Jak na musical przystało w Królu rozrywki nie brak dobrych piosenek. Za jedną z nich film został doceniony Złotym Globem. Dobrym zabiegiem wydaje się spięcie początku i końca filmu tym samym, wspaniałym utworem muzycznym, co wzmacnia przekaz całości — wszak jest to historia o spełniających się marzeniach.

Źródło: Twentieth Century Fox Film Corporation

Za muzyką idzie znakomita choreografia oraz oprawa wizualna — scenografia, kostiumy i efekty specjalne. Wszystko to — połączone — oszałamia. Wydaje się, że właśnie taki efekt chciał wywoływać Barnum, gdy żył i dawał wraz ze swym cyrkiem występy. Za przeniesienie tej magii na srebrny ekran twórcom należą się wyrazy uznania.

Pochwalić można (a nawet trzeba) też za mnogość poruszanych w dziele wątków. Choć motywem przewodnim jest wyżej już wspominana sukcesywna pogoń za marzeniami wbrew wszelkim przeciwnościom losu, nie jest to jedynym tematem, na który reżyser chce zwrócić uwagę widzów. Obecność w cyrku osób o nieprzeciętnych, niezwykle charakterystycznych cechach jest wręcz niemożliwą do zignorowania okazją do poruszenia problemu nietolerancji. Został on oczywiście zaakcentowany, a brak tolerancji wobec inności odpowiednio potępiony. Poza tym przewijają się takie wątki jak dostatnie, acz puste i pozbawione radości życie elit, dziennikarstwo jako narzędzie służące do zniszczenia drugiego człowieka oraz krótkowzroczne porzucanie własnych przekonań na rzecz uznania innych. To wszystko, okraszone odrobiną przyjaźni, miłości i magii, tworzy niesamowitą ucztę dla oka, ucha i serca.

Źródło: Twentieth Century Fox Film Corporation

Król rozrywki to nie tylko bardzo dobry wizualnie i muzycznie film. To ponadczasowa opowieść zawierająca cenne lekcje, o których często zapomina się w dzisiejszych czasach — kiedy wszyscy są wiecznie spóźnieni, a jedynym co się liczy jest prestiż i bogactwo. W tym kontekście piosenka przewodnia, zatytułowana The Greatest Show, przestaje brzmieć jak czcza przechwałka.

Dodaj komentarz