AfryKamera: Forsa i seks

Afryce łatwiej przyszło wyrwanie się spod politycznego panowania kolonizatorów niż porzucenie zaszczepionych przez nich wartości. Jej mieszkańcy gonią za typem szczęścia zdefiniowanym przez świat Zachodu. Indywidualizm i egoizm są jednak czymś nowym dla ludzi, którymi niegdyś opiekowała się cała lokalna społeczność.

Tak, jak w filmie senegalskiego reżysera Hubert Laba Ndao „Dakar nocą” („Dakar trottoirs”). Tu członkowie gangu handlującego marihuaną, niegdyś bezdomni, marzą o pieniądzach. Przywódca, Sirou, chce ułożyć sobie życie z Sallą, którą zna od dziecka. Oboje pragną czegoś więcej niż mieszkanie w squacie. Wkrótce dziewczyna poznaje bogatego prawnika mogącego urzeczywistnić jej marzenia o luksusie i bezpieczeństwie. Tymczasem grupa Sirou zaczyna mieć poważne problemy.

Devant chez Niambi.jpgSirou (Charles Correa) i Salla (Prudence Maidou)

Film pokazuje młodych ludzi żądnych wrażeń i wielkich pieniędzy. Bohaterowie krążą pomiędzy targowiskami a nocnymi klubami wydając pieniądze ze sprzedaży narkotyków. Jedynymi wzorami, które chcą naśladować są gangsterzy, więc nie płacą taksówkarzowi za usługę, a płyty winylowe służą ich dziewczynom do wachlowania się. Szpanują niezbyt nowymi samochodami, a do szampana zamawiają kurczaka z frytkami. Obok dogorywania tradycji i rodzenia się nowej religii – materializmu – powstaje świat rodem z amerykańskich filmów akcji. Świat gangów, prostytutek i skorumpowanych gliniarzy.

„Dakar nocą” to sprawnie zrealizowany film, z wprawiającą w niepokój muzyką Didiera Awadi. Jego wady, tj. chaotyczny scenariusz i chwilami nieporadne aktorstwo, nie burzą sugestywnego klimatu brutalnej walki o marzenia pośród równie zdeterminowanych mieszkańców metropolii.

 

Splendor Nolywood

Mniej przytłaczający jest klimat jednego z filmów pokazywanych w sekcji Nowe Kino Nigeryjskie – „Od bohatera do zera” („Heroes & Zeroes”) w reżyserii Nijiego Akanni. Twórca od lat pracujący w Nollywood drwi w nim ze swojego środowiska.

Głównym bohaterem jest Amos Fele, niegdyś jeden z najlepiej opłacanych nollywoodzkich reżyserów. Będąc przekonanym o swoim wyjątkowym talencie staje się zblazowaną gwiazdą wikłającą się w liczne romanse. W efekcie zaniedbuje zarówno żonę, jak i domowy budżet. Dla pieniędzy zgadza się wyreżyserować niezbyt ambitną superprodukcję, której scenariuszem gardzi. Podczas castingu do filmu poznaje intrygującą aktorkę i zaczyna mieć na jej punkcie obsesję, przez co traci zainteresowanie pracą.

Heroes and Zeros 2.jpgBimbo Manuel (po lewej) jako sławny reżyser Amos Fele

Oglądając „Od bohatera do zera” widzimy Afrykę inną od tej znanej nam z mediów. Nie zobaczymy tu ludzi głodujących na pustyni ani plemiennych wojen. Bohaterowie należą do wyższych sfer lub do nich aspirują, jak robiący błyskawiczną karierę dziennikarz tabloidowy. Sam reżyser ma pieniądze, kobiety i liczne sukcesy na koncie, jednak to wszystko nie daje mu spełnienia. Podobnie jak innym bohaterom, wciąż czegoś mu brakuje, przez co często traci panowanie nad sobą i wpada w kłopoty.

Trzeba się liczyć z faktem, że nigeryjskie kino potrafi nieźle zaskoczyć nieprzyzwyczajonego do Nollywood widza. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że oglądamy mieszankę dynamiki i intryg „Mody na sukces” z dydaktyzmem rządowych akcji edukacyjnych – dowiedzieć się bowiem możemy, jak ważne są organizacje pozarządowe i demokracja uczestnicząca. Film warto jednak obejrzeć dla specyficznego humoru i leniwego klimatu, którym patronują puszczane w kółko wariacje na temat „Don’t worry, be happy” Bobby’ego McFerrina.

 

Broadway w Ghanie

W zestawieniu z poprzednimi produkcjami „To wina hajsu” („Coz ov moni”) jest prawdziwym dziwadłem. Ten pierwszy na świecie musical w języku pidgin english, nakręcony przez ghanijskiego autora wideoklipów Kinga Luu, jest właściwie teledyskiem albumu koncepcyjnego.

Coz Ov Moni 2 (screen shot 3).jpg„To wina hajsu”, reż. King Luu

Bohaterowie, rapowy duet M3NSA i Wanlov the Kubolor, czyli zespół FOKN BOIS, budzą się rano w Akrze, stolicy Ghany. Mają odebrać pieniądze od dłużnika i przygotować się do szalonej nocy w klubie. Przy okazji przeżywają mnóstwo mniejszych i większych przygód ukazując nam codzienne życie mieszkańców swojego miasta. Druga część filmu, również pokazywana na festiwalu, jest bezpośrednią kontynuacją fabuły sprytnie zawieszonej w momencie kulminacji. W obu prawie nie ma mówionych dialogów, muzycy komunikują się ze sobą i z innymi rapując.

Już w drugiej scenie bohaterowie tańczą na ulicy razem z przechodniami, śpiewając: „To pieniądze dają władzę”. Z pozoru nie interesuje ich nic, poza kasą, jedzeniem i dziewczynami. Jednak ironiczny styl raperów sprawia, że ciężko jednoznacznie stwierdzić, co jest prawdą, a co jedynie grą ze stereotypami na temat Afryki. FOKN BOIS zdają się równie mocno kpić z absurdów swojego kraju, przekupnych policjantów, jak i z Amerykanów czy – szerzej Zachodu. Między pełnymi absurdu scenami składają hołd wielkim ciemnoskórym, jak Nelson Mandela czy Louis Armstrong, a także narzekają na wszechobecny kult pieniądza i bandytyzm.

Zdaniem raperów, obecnych na tegorocznej Afrykamerze, film stał się w Ghanie kultowy. Wątpliwe, że taki sam status osiągnie w Polsce, jednak tu winne są bardziej problemy z dystrybucją i promocją niż samo dzieło. Pierwszy pidżynowy musical otrzymał bowiem gromkie brawa od publiczności zgromadzonej w warszawskim kinie Luna. To chyba najlepsza rekomendacja dla tego pełnego energii, humoru i dobrej muzyki filmu, zdolnego trafić do widza, któremu obce są afrykańskie realia.