fajerwerki-na-18-urodziny

Sylwester i Nowy Rok — rytuał, który łączy ludzi od tysięcy lat

Gdy 31 grudnia zegary zbliżają się do północy, świat na chwilę wstrzymuje oddech. Niezależnie od tego, czy stoimy na miejskim rynku w tłumie obcych ludzi, czy siedzimy na kanapie z pilotem w ręku, wszyscy wykonujemy ten sam gest: odliczamy. Dziesięć, dziewięć, osiem… To osobliwe zbiorowe doświadczenie, które powtarza się co roku, ma znacznie dłuższą historię, niż sugerują noworoczne transmisje telewizyjne i huk fajerwerków.

Sylwester nie jest bowiem jedynie wymysłem kultury masowej, lecz symboliczną klamrą spinającą ludzką potrzebę zamykania i otwierania kolejnych rozdziałów. Jego nazwa pochodzi od papieża Sylwestra I, ale sama idea świętowania końca roku jest starsza od chrześcijaństwa o tysiące lat. Już starożytni Babilończycy, jak przypominają historycy, wierzyli, że początek nowego roku to moment szczególnie wrażliwy — czas, w którym można naprawić błędy, spłacić długi i zyskać przychylność losu. Właśnie wtedy składano pierwsze znane ludzkości „postanowienia noworoczne”, choć nikt nie nazywał ich jeszcze w ten sposób.

Od tamtej pory zmieniały się kalendarze, religie i obyczaje, ale jedno pozostało niezmienne: potrzeba symbolicznego startu. Starożytni Rzymianie oddawali ten moment pod opiekę Janusa, boga o dwóch twarzach — jednej zwróconej ku przeszłości, drugiej ku przyszłości. Trudno o lepszą metaforę sylwestrowej nocy, w której jednocześnie wspominamy i planujemy, żałujemy i obiecujemy sobie, że „od stycznia wszystko będzie inaczej”.

Być może dlatego sylwestrowe zwyczaje na całym świecie tak często ocierają się o magię i przesądy. Jedni zjadają o północy dwanaście winogron, inni wsłuchują się w dźwięk świątynnych dzwonów, jeszcze inni tłuką talerze lub robią jak najwięcej hałasu. Antropolodzy są zgodni: to echo dawnych wierzeń, według których granica między starym a nowym rokiem była momentem niebezpiecznym, wymagającym ochrony przed tym, co złe i nieznane. Dzisiejsze fajerwerki są więc tylko nowoczesną wersją pradawnego rytuału odpędzania nieszczęścia.

A potem przychodzi poranek pierwszego stycznia i wraz z nim — lista postanowień. Rzucimy palenie, zaczniemy biegać, nauczymy się języka, będziemy lepszą wersją siebie. Psychologowie studzą jednak ten entuzjazm, przypominając, że większość noworocznych deklaracji umiera szybciej niż sylwestrowe konfetti znika z chodników. Badania pokazują, że nie brakuje nam dobrej woli, lecz realizmu. Stawiamy sobie cele zbyt ogólne, zbyt ambitne i zbyt odległe od codzienności, licząc, że sam fakt zmiany daty w kalendarzu dokona reszty.

Mimo to co roku robimy to samo — i być może wcale nie jest to przejaw naiwności. Nowy Rok nie musi być magicznym resetem, by miał sens. Wystarczy, że daje nam chwilę refleksji i pretekst do zadania sobie pytania, czy droga, którą idziemy, nadal jest tą właściwą. Sylwester nie obiecuje cudów, ale oferuje coś innego: wspólną pauzę w biegu czasu. I może właśnie dlatego, niezależnie od epoki i kultury, wciąż tak bardzo potrzebujemy tej jednej nocy, w której wolno nam wierzyć, że jutro naprawdę może być inne.

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
Śmiałe projekty HBO Polska
Pod koniec października stacja HBO rozpocznie emisję kolejnego sezonu „Bez...
Piękno, miłość i wojna

Nowy film Patty Jenkins, debiutujący na ekranach polskich kin 2...

Multikino w innym wymiarze

Gorący Dubaj, stroma kolejka górska, Wall Street, weneckie gondole, dżungla...

Mister D. i Król: wyjątkowy duet w Basenie
Po raz pierwszy na jednej scenie dwie osobowości, które odważnie...