Eurowybory: „70 % polskiego prawa ma korzenie w Brukseli"

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się 25 maja. Wielu obywateli Unii, a w szczególności Polaków, zastanawia się, czy warto oddać w nich swój głos oraz jakie przełożenie na ich codzienne życie, mają decyzje zapadające w Brukseli. Opinię na ten temat przedstawia prof. Danuta Hübner – przewodnicząca Komisji Rozwoju Regionalnego Parlamentu Europejskiego, startująca w eurowyborach. 

 

DSC_0440.jpgNa razie sala Parlamentu Europejskiego jest pusta, majowe wybory wykażą kto ją zapełni. / fot. Adam Nowiński


Po 10 latach obecności w Unii Europejskiej, krąży takie powiedzenie, że kiedy Francuz chce uzyskać dofinansowanie z UE, bierze ze sobą neseser do urzędu, żeby złożyć dokumenty, z kolei Polak zamawia ciężarówkę, aby je przewieźć. Czy to słuszna metafora?

Trochę biurokracji musi być, zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą publiczne pieniądze. Zawsze będą kontrolowane, będą musiały mieścić się w pewnych regulacjach, rozporządzeniach, w związku z czym nie można całkowicie wykluczyć biurokracji. My jako podatnicy, też chcemy, aby pieniądze były wydawane w sposób uczciwy, porządny i zgodny z regułami finansowymi. Tego też pilnuje Parlament, tego pilnują komisje czy ogólnie instytucje europejskie.

To nasza administracja zawsze miała taką skłonność do dodawania do tych reguł, które przychodzą z Brukseli, jeszcze jakiś własnych – narodowych, regionalnych czy lokalnych. Proces ten rzeczywiście sprawia, że projekt, na który można dostać wsparcie, wymaga dużo większego wysiłku biurokratycznego od osoby korzystającej ze środków niż gdyby nie dodawano tej narodowej części do tych reguł. Weszliśmy do Unii z niskim poziomem administracji, bo nie mieliśmy po prostu tradycji dobrej administracji w Polsce. Obecnie te skłonności są niwelowane, urzędnicy uczą się na błędach i myślę, że nasza administracja jest coraz lepsza, a biurokracji jest coraz mniej. Poza tym razem z komisją, bardzo uprościliśmy politykę regionalną na okres 2014-2020, więc te walizki, czy ciężarówki, staną się powoli niepotrzebne, szczególnie, że obowiązkiem jest elektroniczne przekazywanie informacji do Brukseli.

Weszliśmy do Unii z niskim poziomem administracji, bo nie mieliśmy po prostu tradycji dobrej administracji w Polsce.

Jakie ma Pani sposoby radzenia sobie z biurokracją i administracją w Parlamencie?   

Parlament jest rzeczywiście wielką instytucją, w której się bardzo dużo dzieje, w którym jest trochę administracji i trochę biurokracji. To co jest najważniejsze w pracy w tym miejscu, to umiejętność znajdowania wspólnego stanowiska z innymi, którzy mają odmienne poglądy, bo Parlament to jest przede wszystkim machina, która bez przerwy negocjuje: między posłami, grupami politycznymi, partiami, grupami narodowymi. Praca w PE to rzeczywiście proces szukania kompromisów w sprawach, o których możemy mieć różne opinie, które wynikają i z narodowych interesów, które wszędzie występują i nie są niczym wstydliwym i które też wynikają z innej oceny przyszłości. Do tego oczywiście potrzeba też specyficznych ludzi w Parlamencie, którzy potrafią wejść w negocjacje, uzyskać szacunek innych, zrozumienie dla naszych spraw. Osób, które posługują się językami obcymi, co ogromnie ułatwia znalezienie kontaktu i które także budują dobrą reputację Polski, polskiego społeczeństwa.

 

A ten obraz Polski w Europarlamencie jest pozytywny, czy nadal daje się wyczuć stereotypy?

Stereotyp Polaka uległ zmianie. Polska jest postrzegana niesłychanie pozytywnie w PE i myślę, że tego nowego, dobrego mniemania o Polsce trzeba bardzo pilnować, bo zaufanie się łatwo traci.

 

Dzięki zdeterminowaniu i doświadczeniu wykazywanym przez polską dyplomację podczas ukraińskiego kryzysu jej autorytet bardzo się zwiększył. Czy w Parlamencie Europejskim daje się to odczuć?

Z całą pewnością. Myślę, że ten moment przyszedł, kiedy okazało się, że Polska ekspertyza w tej dziedzinie jest prawidłowa. To co my wiemy, o ile lepiej rozumiemy, to co się dzieje na wschód od Unii Europejskiej, na wschód od Polski to wszystko jest teraz w Parlamencie ogromnie doceniane. Pamiętajmy tylko, że w Parlamencie zawsze trzeba znaleźć sojuszników. Pilnując spraw Ukrainy, naszego sąsiedztwa, musimy budować wielki sojusz wszystkich państw członkowskich nie tylko na rzecz Ukrainy, ale także na rzecz znalezienia sposobu na koabitację z Rosją, która będzie zawsze naszym sąsiadem i nie możemy odwracać się do niej plecami, a wiadomo, że nasze stosunki są dzisiaj nienajlepsze. Te wyzwania, które kryzys ukraiński stworzył lub raczej wydobył na powierzchnię, są dla polityki zagranicznej Unii Europejskiej ogromne. Unia rzeczywiście nie rozwiązała wielu spraw w tej szeroko rozumianej  Europie, w której także znajduje się Rosja i to jest wielkie wyzwanie dla następnego Parlamentu dla kolejnych władz europejskich.

 

W jednym z wywiadów wspomniała Pani, że we wschodnich biednych regionach Polski powstają zalążki gospodarki oparte na wiedzy takie jak Uniwersytet Warmińsko-Mazurski i to właśnie one mogą odegrać rolę lokalnych lokomotyw gospodarczych, jeśli wypracuje się połączenia międzyregionalne. Niestety nie wykorzystuje się w pełni potencjału tych przedsięwzięć, przynajmniej w Olsztynie, gdzie dużo studentów nie ma pracy. Jak więc wypracować te potrzebne połączenia?

Należy mieć świadomość, że nie tylko uczelnie o renomie światowej, znajdujące się w stolicach państw członkowskich Unii, ale także uczelnie lokalne, regionalne, które niedawno powstały lub które dopiero się budują, mogą być taką siłą napędową zwiększającą  rolę wiedzy w kształtowaniu rozwoju  innowacji. Ale tego się też już uczymy. Najważniejsze jest to, że te regiony w Europie, które posiadają swoje ośrodki naukowo-badawcze, dobrze funkcjonujące uniwersytety, mają się lepiej w sensie rozwoju, w sensie dynamiki zmian, w sensie ich konkurencyjności. Obecność dobrej uczelni wpływa także na poziom edukacji w ogóle, na różnych poziomach – podstawowym, czy średnim.

To czego nam ciągle brakuje to ekosystemu, w którym innowacja czuła by się dobrze, czyli tej łączności między uczelnią a biznesem. Niestety na ten deficyt nie ma jednej metody. Rozwiązanie tego problemu może zależeć czasem od burmistrza w mieście, który zachęci przedsiębiorców do współpracy z uniwersytetem, od polityki państwa, albo od konkretnej osoby, która będzie chciała się zaangażować. Nie ma jednej ścieżki.

 

Jak więc powinna wyglądać rola polityki i państwa w tym wypadku?

Naszym zadaniem jako polityków jest tworzenie dobrych warunków, żeby ta symbioza gospodarki i uczelni rzeczywiście kwitła. Przyszłość  polskiego rozwoju, to rozwój oparty na wiedzy. Współpraca, zacieśnianie więzi między uczelniami i ośrodkami badawczymi a biznesem jest koniecznością. Państwo natomiast, jest ciągle potrzebne w tym procesie na różnym poziomie, narodowym, czy regionalnym, czy lokalnym, do stymulowania tych więzi i ich inicjowania tam, gdzie same z siebie się nie rodzą. Jest wiele przykładów w Polsce takiego budowania związków, nie tylko Olsztyn, ale np. Rzeszów. Niestety nie da się wszystkiego załatwić od razu. Zanim to przełoży się na nowe miejsca pracy, na nowe przedsiębiorstwa zakładane przez ludzi młodych, zanim ci młodzi ludzie zaczną sami dla siebie tworzyć nowe miejsca pracy poprzez start-upy, jeszcze trochę czasu upłynie. Powoli jednak ten ruch w Polsce się rozwija i trzeba pilnować, aby nabierał rozpędu, a ludzi młodych zachęcam, do tego żeby nie rozglądali się za pracą, nie szukali jej na siłę, tylko rzeczywiście zastanowili się jak mogą sobie sami stworzyć to miejsce pracy. Jest coraz więcej dobrych przykładów, które pokazują, że to może być właśnie polska specjalność – te małe przedsiębiorstwa, które wspiera właśnie polityka regionalna. Tutaj również pojawia się odpowiedzialność władz regionalnych, żeby w programach regionalnych, które wykorzystują fundusze europejskie, było jak najwięcej środków na wspieranie nowych przedsiębiorstw zakładanych przez ludzi młodych. Tego typu firm, które wytwarzają uczelnie jest w Europie coraz więcej, w Polsce ciągle niewiele.

 

PE współdecyduje na równi z państwami członkowskimi o tym jak wygląda prawo europejskie, a prawie 70 proc. tego prawa, które w Polsce decyduje o naszym życiu, ma swoje korzenie właśnie w Brukseli, w decyzjach, które tam zapadają.

Wg portalu Vote Watch jest Pani najbardziej aktywną europosłanką z polskiej grupy politycznej w PE pod względem liczby przygotowanych sprawozdań, które de facto wpływają na kształt unijnego prawa i polityki. Czy czuje Pani tę władzę?

Ja mam władzę przede wszystkim jako przewodnicząca Komisji Polityki Regionalnej. Sprawowanie tej funkcji wiąże się z posiadaniem władzy o największym zasięgu w moim życiu, dlatego, że prowadziłam negocjacje całej polityki regionalnej Unii Europejskiej i kształt tej polityki jest rezultatem właściwie tych negocjacji. Nie czuję jej oczywiście osobiście, ale czuję tę władzę, która wynika z roli Parlamentu, bo parlament jest tą instytucją europejską, której rola ogromnie wzrosła w ostatnich latach.

PE współdecyduje na równi z państwami członkowskimi o tym jak wygląda prawo europejskie, a prawie 70 proc. tego prawa, które w Polsce decyduje o naszym życiu, ma swoje korzenie właśnie w Brukseli, w decyzjach, które tam zapadają. To jest na pewno ogromna władza, ale przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za kształt Europy, za nasz rozwój oraz za to, jaka będzie jakość naszego życia. Zrozumienie jak ważny jest Parlament, stanowi dla każdego z nas klucz do podjęcia decyzji czy pójść na wybory i na kogo zagłosować. Musimy to wyzwanie jako Polki, Polacy podjąć i mieć świadomość tego, że jeżeli my sami nie będziemy głosować, to ci którzy pójdą, zagłosują za nas, a osoby, które będą Polskę reprezentować w PE będą wybrane przez kogoś innego.

 

Czy to mogą być słowa zachęty dla młodych Polaków, aby poszli pod koniec maja na wybory?

Oczywiście. Jako obywatelka Polski nie chciałabym, żeby inni za mnie decydowali, dlatego też pójdę do wyborów i zachęcam wszystkich, żeby postąpili podobnie. Nie mogę zrozumieć młodych ludzi, dlaczego nie chodzą do wyborów, przecież to właśnie w ich rękach znajduje się przyszłość Unii. Ci, którzy dzisiaj idą do wyborów, jutro mogą być sami wybierani w tych wyborach. Szkoda by było, żeby wysiłek mojego pokolenia, aby tą Unię zostawić w tym kształcie i w dobrej kondycji dla następnych pokoleń, uległ zatraceniu. Dlatego też młodzi Europejczycy muszą chcieć przejmować tą pałeczkę od nas. Poza tym mały udział ludzi młodych w wyborach to nie jest tylko polskie zjawisko, można je zaobserwować generalnie prawie we wszystkich państwach członkowskich z Europy Środkowo-Wschodniej. W tych krajach Unii, gdzie można oddawać swoje głosy drogą elektroniczną, wydaje się być więcej młodych osób, które partycypują w wyborach.

Rozmowę przeprowadzono w Brukseli

 

prof.jpgProfesor dr hab. Danuta Hübner, wybitna polska ekonomistka i współtwórczyni polskiej polityki gospodarczej od początku lat dziewięćdziesiątych. Pierwsza polska minister do spraw europejskich i pierwsza polska komisarz w Unii Europejskiej – najpierw w Komisji pod przewodnictwem Romano Prodiego jako komisarz współodpowiedzialna za handel międzynarodowy, następnie jako komisarz ds. polityki regionalnej w Komisji José Manuela Barroso. W czerwcu 2009 roku wybrana w Warszawie do Parlamentu Europejskiego (PE) z listy Platformy Obywatelskiej. Jako przewodnicząca Komisji Rozwoju Regionalnego negocjowała nowy kształt polityki spójności na lata 2014-2020.

Aktywnie uczestniczyła w pracach Komisji ds. gospodarczych i monetarnych. Była także członkiem konferencji przewodniczących komisji i delegacji PE ds. stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Uczestniczyła w pracach specjalnej komisji ds. kryzysu finansowego, gospodarczego i społecznego oraz specjalnej komisji ds. wyzwań politycznych i budżetu UE na okres 2014-2020.

Jest autorką i współautorką wielu publikacji naukowych, artykułów i książek. Była również redaktorem naczelnym miesięcznika ,,Gospodarka Narodowa” oraz zastępcą redaktora naczelnego dwumiesięcznika ,,Ekonomista”.

Członek Rady Programowej oraz Premierka Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet, stowarzyszenia działającego na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn oraz zwiększenia aktywności kobiet w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. 

Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, oficerskim Narodowym Orderem Legii Honorowej Francji, Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi Portugalii, Nagrodą Cesarza Maksymiliana oraz orderem Tiroler Adler-Orden Austrii.