Recenzja opublikowana w dwa księżyce

„Magnaci i czarodzieje” – tak brzmi tytuł, który wziąłem na celownik. Jestem przekonany, że historia produkcji tej „absurdalnej komedii fantasy”, jak to określają ją twórcy, będzie przedmiotem poważnych analiz medioznawczych czy socjologicznych. Będzie tak dlatego, że… przez wiele lat nie było wiadomo, czy w ogóle powstanie. „Magnaci i czarodzieje” stali się Yetim polskiej kinematografii. Ale od początku…

Za stworzenie tego dzieła odpowiada Don Studio, składające się z młodych filmowców-amatorów. Kilka lat temu wpadli oni na pomysł nakręcenia parodii filmów fantasy. Projekt szybko zyskał popularność w społeczności internetowej, szczególnie za sprawą odtwórcy głównej roli, naturszczyka w podeszłym wieku, który przybrał pseudonim Stachu Jones. Jego powiedzonka ze zwiastunów („Won z mojego pola!”, „Wyszkolę cię w jeden księżyc!” i inne) stały się memami. Doszło do tego, że poważne ośrodki medialne, n.p. „Najwyższy CZAS!” śledziły produkcję „Magnatów i czarodziei”. Jednak sama „klikalność” nie wystarczy, by nakręcić film. Do tego trzeba mieć jeszcze czas i pieniądze, a tego ciągle brakowało twórcom. Zdjęcia (kręcone na Podlasiu, w okolicach Hajnówki, gdzie ponoć mieszka rzeczony Stachu) i montaż trwały z przerwami, a uwaga publiki, wiernej Don Studiu jak mityczna Penelopa, była podsycana kolejnymi zwiastunami i wypowiedziami twórców.

Wreszcie, w 2021 roku – produkcja ujrzała światło dzienne i można ją zobaczyć na YouTubie, na oficjalnym koncie twórców. Efektem wieloletniej pracy jest film średniometrażowy (43 minuty) z udziałem kilkudziesięciu ludzi. I to w dwóch wersjach do wyboru!

Zanim zacznę oceniać „Magnatów i Czarodziei”, warto scharakteryzować ich treść. Fabuła jest dość rachityczna: oto w bliżej nieokreślonej fantastycznej krainie pewien książę ucieka ze stolicy, gdyż woli zostać menelem. Niestety zabiera ze sobą potężny amulet, od którego zależą losy królestwa. Jego śladem rusza zły czarnoksiężnik, a także brat owego księcia. Tymczasem grupa poczciwych wieśniaków, zgodnie z przepowiednią, wedle której kryzys w królestwie zostanie zażegnany przez tajemniczego Mistrza i jego Ucznia, wyrusza na poszukiwania.

Już sam ten opis pokazuje, że mamy do czynienia z parodią fantastyki (przede wszystkim tzw. high fantasy). Widać liczne nawiązania do tolkienowskiego Śródziemia, „Świata Dysku” Terry’ego Pratchetta, gier i książek Dungeons&Dragons, ale także – do naszej polskiej rzeczywistości. W wielu filmach-parodiach fabuła jest tylko nośnikiem gagów i tak jest również w tym wypadku. Można powiedzieć, że jest to po prostu 43-minutowy ciąg zabawnych scenek i one-linerów. Warto dodać, że twórcy się tego nie wypierają; spiritus movens projektu, Bartosz Kieczeń (posługujący się w sieci ksywką Bl4dolicy), przyznał, że n.p. wątek druidów powstał pod wpływem fanów, którzy przyłączyli się później do projektu.

Humor jest mocno absurdalny, odważny, dosadny, a często wręcz wulgarny. „Magnaci i czarodzieje” są pod tym względem godnym spadkobiercą dzieł braci Walaszków (słynne studia: Zespół Filmowy „Skurcz” i Git Produkcja – w ich trzech filmach wystąpił Kazik Staszewski), licznych fanfilmów (filmów tworzonych przez fanów fantastyki), Grupy Filmowej „Darwin” i wielu innych gwiazd polskiego kina niezależnego, których opisanie zajęłoby za dużo miejsca.

Tyle o treści, a jak jest z formą? Widz z pewnością zwróci uwagę na grę aktorską, więc od niej zacznę. Wszyscy aktorzy to amatorzy, dlatego nie powinniśmy się dziwić, że ich gra jest czasem nieco drewniana. Niektórzy jednak sobie radzą całkiem nieźle – Bartosz Kieczeń jako Uczeń, Rafał Buszko jako Szeryf, Dawid Pokusa jako Książę Wardolf, no i oczywiście ekscentryczny Stachu Jones. Co do innych, cóż…. Jeżeli ktoś oczekuje kreacji na miarę Tadeusza Łomnickiego czy Zbyszka Cybulskiego, to niech nawet nie włącza filmu. Jeżeli jednak weźmiemy poprawkę na fakt, że nie jest to przedsięwzięcie komercyjne, to specyficzne aktorstwo doda nawet uroku. Zwłaszcza, że udźwiękowienie jest przyzwoicie wykonane i teksty aktorów są raczej wyraźne i zrozumiałe.

Skoro wspomniałem o dźwiękach, to warto jeszcze wspomnieć o muzyce. Soundtrack filmu składa się głównie z muzyki dostępnej na otwartej licencji, ale jest dopasowana do akcji i dodaje klimatu. Zaś utwór brzmiący w napisach końcowych przypomina mi dokonania wspomnianych Walaszków i ich kolegi, Doktora Yry – gitarzysty w zespole Kazika.

„Magnaci i czarodzieje” powstawali latami i to się nieco odbiło na finalnym produkcie. Da się zauważyć, że niektóre ujęcia zostały nagrane nieco gorszym sprzętem. Nie jest to poważna wada. Dobrze zamaskował to montaż, nad którym nadzór sprawował Bl4dolicy. Jeżeli już, to bardziej mnie zirytowały błędy językowe w wypowiedziach bohaterów i napisach. Jest ich mało, ale drażnią oczy (i uszy zresztą też).

Trzeba jednak podkreślić – pod względem realizacji możemy mówić o produkcji półprofesjonalnej. Montaż, stroje, efekty specjalne, n.p. rzucanie czarów – wszystko jest wykonane na naprawdę przyzwoitym poziomie. Na dodatek finałowa sekwencja walki została zaaranżowana w sposób tak dynamiczny i ciekawy, że miałem wrażenie, że oglądam jeden z filmów, którymi nas raczą kanały SciFi i AMC. Dla produkcji – jak mówią twórcy – „zerobudżetowej” to komplement.

Jakim więc filmem są „Magnaci i czarodzieje”- dobrym czy złym? Przede wszystkim, nie jest to film dla każdego. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy „załapią” ten styl i humor, a niektórych może wręcz odrzucić. Mam na myśli osoby, dla których kino niezależne to głównie filmy Jarmusha, a ulubioną komedią jest „Czterdziestolatek”. Takich przestrzegam jeszcze raz – nie tędy droga! Inni z kolei, „koneserzy taniego wygłupu” (jak ich określają twórcy) będą się na nim dobrze bawić. Do „Magnatów i czarodziei” trzeba podejść z dużym dystansem – dokładnie takim, z jakim do tego zadania podeszli twórcy (przede wszystkim Stachu, który mimo dużej różnicy wieku znalazł wspólny język z ludźmi z Don Studia). Innymi słowy, jest to dobry film na zakrapiany wieczór ze znajomymi o dużym poczuciu humoru.

Ja zaliczam się zdecydowanie do drugiej grupy. Jestem pełen uznania dla twórców. Sam jestem (współ)twórcą kilku filmów amatorskich – aktorskich i animowanych – więc doskonale sobie sprawę, jak trudne jest to przedsięwzięcie – a to pogoda nie pasuje, a to nagle ktoś się wycofa z projektu, albo ekipa zachoruje. Wobec tego dokończenie „Magnatów i czarodziei” po około 8 latach jest prawdziwym osiągnięciem. Tak więc moja entuzjastyczna ocena wynika nie tylko z tego, jaki to jest film, ale dlatego, że jest prawdziwym pomnikiem pomysłowości i cierpliwości. Pozostaje mi życzyć członkom Don Studia, żeby nie zawrócili z tej ścieżki. I żeby ich następny film powstał nieco szybciej.

Adam Pośrednik