„Fala” – kiedy muzyka staje się językiem wolności?

Lid: Czy można nakręcić film o festiwalu muzycznym, a jednocześnie opowiedzieć historię całego pokolenia? Piotr Łazarkiewicz w „Fali” udowadnia, że można. Jarocin nie jest tutaj jedynie miejscem koncertów. Staje się przestrzenią buntu, wolności, frustracji i poszukiwania własnego języka. Co sprawia, że festiwal sprzed dekad wciąż przyciąga uwagę? Od szokujących scen po pytania o granice buntu — odkrywamy fenomen kultury rockowej.

Film „Fala” – historia rock festiwalu

Zródłó: Pixabay (darmowe zdjęcia stoków)

Jarocin. Niewielkie miasto, które na kilka sierpniowych dni zamieniało się w centrum polskiego świata rockowego. Przyjeżdżali tu punkowcy, metalowcy, hipisi, fani reggae i ci, którzy po prostu nie chcieli mieścić się w żadnej kategorii. W latach 80. Festiwal Muzyków Rockowych stał się dla młodych ludzi czymś znacznie większym niż wydarzeniem muzycznym. Był miejscem spotkania i – przede wszystkim – miejscem, w którym można było przez chwilę poczuć się wolnym.

Właśnie ten świat próbuje uchwycić Piotr Łazarkiewicz w „Fali”, dokumencie, zrealizowanym podczas festiwalu w Jarocinie w 1985 roku. Film trwa niespełna 120 minut, ale jego temat wydaje się znacznie większy niż sam festiwal. To opowieść o młodych ludziach, ich emocjach, muzyce, gniewie i potrzebie wyrwania się z rzeczywistości, która nie dawała im zbyt wielu powodów do optymizmu.
Reżyser nie narzuca widzowi jednoznacznej interpretacji. Przeciwnie — pozostawia mu przestrzeń do własnych ocen i refleksji.

Kiedy zdecydowałam się na seans, spodziewałam się raczej prostego dokumentu o polskim festiwalu muzycznym. Nie przyszło mi nawet do głowy, że trafię w sam środek rockowego, a momentami wręcz punkrockowego świata, w którym muzyka staje się czymś znacznie więcej niż tylko rozrywką. Szybko okazało się, że oglądam nie tylko zapis koncertów, lecz także opowieść o pokoleniu. Które próbuje znaleźć własny język, własną tożsamość i własne miejsce w rzeczywistości PRL-u.

Kamera poza czasem

Festiwal został zarejestrowany przez filmowców ze Studia im. Karola Irzykowskiego. Kamera przygląda się zarówno młodym uczestnikom, jak i ówczesnym władzom miasta oraz przedstawicielom organizacji społecznych. Z dzisiejszej perspektywy szczególnie interesujące jest to, jak wiele można odczytać z samych spojrzeń, gestów, wypowiedzi i wzajemnych reakcji bohaterów. Co ciekawe, odrestaurowany materiał prezentuje się na dużym ekranie tak dobrze, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście oglądam zapis sprzed kilku dekad. Jakość obrazu potrafi zaskoczyć na tyle, że na chwilę zapomina się o jego historycznym pochodzeniu.

Dokument i kontrowersje

Jednak to nie techniczna strona filmu okazuje się najważniejsza. Dokument jest kontrowersyjny przede wszystkim dlatego, że pokazuje rzeczywistość pełną sprzeczności. W realiach zimnej wojny, w państwie, w którym niezależność myślenia i ekspresji nie zawsze były oczywiste, festiwal staje się przestrzenią względnej wolności. Jednocześnie trudno nie dostrzec obecnego w niej napięcia. Oglądałam wersję bez cenzury, co dodatkowo pozwoliło mi przyjrzeć się temu, jak cienka bywa granica między swobodą wyrażania siebie a buntem, który staje się celem samym w sobie.

Zródłó: Pixabay (darmowe zdjęcia stoków)

Właśnie ta granica wydaje mi się jednym z najciekawszych tematów filmu. Czy sprzeciw wobec obowiązujących norm musi oznaczać poszukiwanie wolności, czy czasem stanowi jedynie sposób na rozładowanie frustracji? I w którym momencie muzyka przestaje być artystyczną wypowiedzią, a staje się narzędziem wyrażania emocji, z którymi trudno poradzić sobie w inny sposób?

Akt wolności?

Wywiady z solistami i muzykami różnych zespołów odsłaniają mniej oczywistą stronę rockowego świata. Za scenicznym wizerunkiem, ostrymi tekstami i prowokacyjnymi zachowaniami kryją się ludzie z własnymi problemami, rozczarowaniami i bólem. To często zwyczajni faceci, którzy szukają schronienia we własnym świecie, niejednokrotnie pełnym mroku. Jednocześnie spotykają się z niechęcią, a nawet nienawiścią ze strony tych, którzy odrzucają ich przede wszystkim ze względu na muzykę, jakiej słuchają, i sposób, w jaki postanowili wyrażać siebie.

Nie oznacza to jednak, że każdą formę ekspresji można uznać za autentyczny akt wolności. W pewnych momentach pojawia się podejrzenie, że za destrukcyjnymi tekstami o krwi i śmierci kryją się negatywne, nieprzeżyte emocje, których bohaterowie nie potrafią wyrazić inaczej. Prowokacja może być więc zarówno manifestem niezależności, jak i próbą zagłuszenia własnych doświadczeń. Film nie rozstrzyga tej kwestii, ale właśnie dlatego skłania do myślenia.

Z czasem zaczęłam też zastanawiać się nad samą publicznością. Czy wszyscy przychodzili na festiwal dla muzyki? A może część uczestników szukała przede wszystkim okazji do zamanifestowania sprzeciwu, utożsamiając się z hasłami, które wybrzmiewały ze sceny? Być może publiczność nie była tak jednolita, jak mogłoby się wydawać. Jedni chcieli słuchać rocka, inni potrzebowali symboli, wokół których mogliby zbudować własną tożsamość. I znów powraca pytanie, które towarzyszyło mi podczas seansu: skoro muzyka wpływa na człowieka, to w jaki sposób właściwie to robi? Czy zmienia nasze poglądy? Albo pomaga rozładować emocje? Czy raczej daje głos temu, co już od dawna w nas tkwi?

Spotkanie dwóch światów

Film jest interesujący również pod względem wizualnym. Szczególnie zapadły mi w pamięć sceny festiwalowej radości zestawione z ponurym obrazem miasta: przemoczonymi kartonami, deskami i szarymi ulicami. Ten kontrast mówi więcej, niż mogłoby się wydawać.

Z jednej strony mamy energię, spontaniczność i poczucie wspólnoty, z drugiej — przestrzeń, która wydaje się pozbawiona podobnej żywiołowości. Muzyka na chwilę przejmuje miasto, nadając mu zupełnie inne znaczenie. Nie mniej interesujące są konfrontacje między przedstawicielami świata uporządkowanej elegancji a społecznością punkrockową. Zderzają się tu nie tylko odmienne gusta muzyczne, ale również różne sposoby rozumienia porządku, estetyki i społecznych norm. To spotkanie dwóch światów. Światów, które niekoniecznie chcą się nawzajem zrozumieć, a jednak muszą stanąć naprzeciw siebie.

Zródłó: Pixabay (darmowe zdjęcia stoków)

Przyznam też, że zaskoczyły mnie sylwetki muzyków i dziewczyn biorących udział w konkursie. Odniosłam wrażenie, że wysportowane ciało miała wówczas co druga lub trzecia osoba — przynajmniej tak wynika z obrazów pokazanych w filmie. To drobna obserwacja, ale właśnie takie szczegóły sprawiają, że archiwalny dokument potrafi zaskoczyć współczesnego widza. A także uruchomić refleksje, których wcześniej w ogóle się nie spodziewał.

Jednym z najbardziej niezwykłych momentów jest dla mnie scena, w której podczas występu artysta unosi radio, próbując uzyskać określony efekt dźwiękowy. W takiej chwili koncert przestaje być po prostu koncertem. Scena zamienia się w przestrzeń teatralnego eksperymentu, w którym gest, dźwięk i zachowanie wykonawcy stają się równie ważne jak sama muzyka. To właśnie w takich momentach widać, że rock i punk rock nie ograniczają się do kompozycji czy tekstów — mogą stać się pełnoprawnym spektaklem, prowokacją i sposobem manifestowania własnej obecności. Nagość, bieganie, pogo (slamdance) wśród ludzi i głośna muzyka rockowo-punkowa może nie są dla każdego, ale jako zjawisko kulturowe dawno już zajęły swoje miejsce w historii Festiwalu Muzyków Rockowych, a w czasach PRL-u miały szczególne znaczenie.

Natalia Chyntalian

Artykuł został zredagowany z wykorzystaniem ChatGPT.

Najpiękniejsze Jarmarki Bożonarodzeniowe
Sezon na odwiedzanie Jarmarków Bożonarodzeniowych właśnie się rozpoczął. Gdzie najlepiej...
„Dzikie serce” Johna Eldredge, czyli ,,tęsknoty męskiej duszy’’

Do przeczytania „Dzikiego serca” oprócz mężczyzn zachęcano głównie żony i...

Nie wszyscy mężczyźni, ale pięćdziesięciu w twojej okolicy – Dramat Gisèle Pelicot
Całym światem wstrząsnęła informacja o tym, jaki los Dominique Pelicot...
Google Glass w sprzedaży już 15 kwietnia!
Ogólnoświatowy gigant internetowy – firma Google, 15 kwietnia, rozpocznie internetową...
Relacja z konferencji prasowej poprzedzającej premierę musicalu „Wicked”! 

O tym, że w końcu powstanie pierwsza polska adaptacja amerykańskiego...