I am the Law – recenzja filmu „Cobra”

6 lipca 2021 roku, ikona kina akcji lat 80-tych czyli Sylvester Stallone skończył okrągłe 75 lat.  Jako, że w multipleksach możemy obejrzeć kolejne kalki filmów popularnych serii, które towarzyszą nam już od wielu lat, warto zapoznać się z czymś oryginalnym i nie przesadzając niezastąpionym. Z tego powodu chciałbym przypomnieć film, który został nieco zapomniany oraz niedoceniony nawet w 1986 roku kiedy odbyła się jego premiera. 

Wydawałoby się, że Sylvester Stallone, po wykreowaniu tak ikonicznych i znamiennych dla kinematografii postaci jak Rocky i Rambo, nie będzie w stanie stworzyć czego innowacyjnego. Wraz z ukazaniem się „Cobry” w 1986 roku, świat poznał nowe wcielenie poczciwego Slye’a. Porucznik Cobretti, jest typem policjanta, którego już wcześniej mogliśmy poznać w niezliczonych opowieściach filmowych.. Indywidualista z własnym kodeksem moralnym i licencją na zabijanie, a w zasadzie licencją na obronę słabszych i  bezbronnych.  O ile motywacje do działania nie odróżniają go od innych bohaterów kina akcji to styl jaki sobą reprezentuję na pewno go wyróżnia. Jego nieodzownym atrybutem są  przeciwsłoneczne „aviatorki” , zapałka wetknięta między zęby oraz przerobiony Ford Merkury Monterey. Zupełnie tak jak filmowy Harry Callahan, Cobretti wkracza do akcji, kiedy wszelkie inne metody służb policyjnych zawodzą. Już na początku filmu, możemy zaobserwować Cobrettiego, który niczym kobra królewska, zostaje wpuszczony do supermarketu, okupowanego przez niezrównoważonego psychicznie mężczyznę, bliżej nieokreślonej organizacji, która zrzesza absolutnych fanatyków, chcących zbudować „Nowy lepszy świat” . Problem w tym, że  jako narzędzie przy budowie tego świata wybrali sobie dwuręczne siekiery i noże rzeźnickie. 

Osią fabularną filmu  jest ochrona znanej modelki, która jest prześladowana przez opętanych ideologicznie kultystów, na których czele stoi wyjątkowo szkaradny i przerażająco enigmatyczny,  niejaki Nocny Rzeźnik. Na wstępie ten zarys fabularny może się wydawać kiczowaty lecz nic bardziej mylnego. „Cobra” to przepełniony napięciem i dobrej jakości scenami akcji film sensacyjny, który wzorowo odzwierciedla ducha lat 80-tych w Stanach Zjednoczonych. 

Akcja filmu ma miejsce w Los Angeles, które ukazane jest w różnorodnej i barwnej  scenerii. Od przybrzeżnych apartamentów, ulic skąpanych w magnetyzujących zachodach słońca,  szpitala centralnego LA, wielopoziomowych  parkingów, po oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od LA miasteczko utrzymujące się z odlewni stali.  Reżyser George Cosmatos, który wcześniej współpracował ze Stallonem przy drugiej części Rambo, nakreśla idealnego bohatera i wzór wśród policyjnej kadry oficerskiej. Porucznik Cobretti, nie dość, że imponuje brawurą i temperamentem to również promuje zdrowe odżywianie. Motyw zdrowego jedzenia staję się zabawnym tematem rozmów pomiędzy samym Cobrettim a jego asystentem sierżantem Gonzalesem, który jest oddanym miłośnikiem tak zwanego śmieciowego jedzenia i wszelkiego rodzaju słodkości. 

Nie dość, że „Cobra” zdaje się czerpać od swoich znakomitych poprzedników takich jak „Brudny Harry”, „Człowiek z blizną” czy „Bullit” to także dodaje własną cegiełkę do budowania  kina sensacyjnego, a jest nim dość mroczna, i gęsta atmosfera, która odwołuje się gatunkowo nawet do klasyki horroru. Warto dodać, iż  ta niecodzienna inspiracja nie sprawia iż film sensacyjny przeobraża się w godną politowania komedię.  Postaci są wyważone, główny czarny charakter stanowi świetny kontrapunkt dla gwiazdy produkcji. Sceny strzelanin satysfakcjonują a sekwencja pościgu po nasłonecznionych ulicach Los Angeles jest jedną z najlepszych scen pościgowych jakie można obejrzeć na srebrnym ekranie.

Do wspomnianych atutów filmu dochodzi niespodziewanie ciekawa ścieżka dźwiękowa, która pozbawiona jest szlagierów lat 70-tych i 80-tych co staje się kolejnym wyróżnikiem i znakiem rozpoznawczym filmu. Pomimo, że Stallone’owi  towarzyszy urocza Dunka,  Britt Nielsen, oraz sympatyczny Reni Santoni to nie sposób się pomylić kto w tym filmie gra pierwsze skrzypce. Na szczególną uwagę zasługuje wspomniany Nocny Rzeźnik, jego fizjonomia niepokoi, przypomina ożywioną figurę woskową, która przez większość swojego czasu ekranowego, porzucając jakąkolwiek próbę komunikacji,  brnie przed siebie jakby w amoku, z zaprogramowaną w umyśle misją zaszlachtowania swoich ofiar. 

W odróżnieniu od innych hitów, które markował swoją osobą Stallone, „Cobra” nie  odniosła tak spektakularnego sukcesu  tak jak seria o Rambo czy  o bokserze z wielkim sercem do walki, Rockym. Kiedy ogląda się „Cobrę” można odczuć wrażenie, że wykreowana postać i świat doskonale nadawałby się na serial, jednak można przypuszczać, że z braku czasu gwiazdy filmu bądź niesatysfakcjonującego zysku finansowego  jaki osiągnęła produkcja, wszelkie pomysły nad jego kontynuacją czy przerobieniem  na serial zostały porzucone. 

Mimo to „Cobra” to jeden z najlepszych emblematów kina lat 80-tych, z wartką akcją, interesującym pomysłem na protagonistę i czarny charakter oraz z wszelkimi dobrodziejstwami jakie niosła ze sobą niepowtarzalna era lat 80-tych. 

%d bloggers like this: