Strzeż się! Bo czeka Cię… zawód

Ridley Scott, twórca klasyków kina sci-fi, takich jak Obcy – 8. Pasażer „Nostromo” czy Łowca Androidów, powraca do wykreowanego przez siebie uniwersum kosmicznego potwora w nowym filmie Obcy: Przymierze.

Po krytyce, jaka spadła na ostatnie dzieło Ridleya Scotta, czyli Prometeusza z 2012 roku, reżyser postanowił tym razem trzymać się nieco bliżej klasyki i z kontynuacji filmu uczynić opowieść z udziałem Xenomorpha – monstrum, które na przestrzeni lat stało się ikoną science-fiction. Tak właśnie powstał Obcy: Przymierze, który w Polsce swoją premierę miał 12 maja 2017 roku. Niestety, choć film stara się naprawić błędy poprzedniej części, sam jest pełen wad.

Nowy Obcy opowiada o losach załogi statku kolonizacyjnego Przymierze. Jego celem jest dziewicza planeta położona daleko wśród gwiazd, która ma być nowym domem ludzkości. Niestety na miejscu okazuje się, że świat, do którego trafili bohaterowie, nie jest tak idealny, jak się początkowo wydawało. Skrywa niejedną mroczną tajemnicę, a jego mieszkańcami są śmiertelnie niebezpieczne istoty oraz jeden enigmatyczny android – David.

Fabuła filmu może zaskakiwać, gdyż pełno w niej zwrotów akcji. Niestety, nagromadzenie różnych wątków sprawia, że Obcy: Przymierze wydaje się zwyczajnie przekombinowany. Wzorem Prometeusza porusza męczące już skomplikowane wątki kreacjonistyczne. W pewnej chwili trudno się zorientować, które formy życia zostały stworzone przez które i w jakim celu.

Efekty specjalne w nowym filmie Ridleya Scotta nie są słabe. Nie są też jednak wyjątkowo dobrze wykonane. Potencjał, jaki krył się w pomyśle pokazania widzom nowej nieznanej planety, nie został do końca wykorzystany. Lokacje, przez większość czasu skryte w ciemnościach i deszczu, wywołują poczucie niedosytu.

Gra aktorska również pozostawia wiele do życzenia. Bo choć żaden z aktorów nie wypada bardzo źle, to na widza nie czeka też kreacja, która zapada w pamięć. Michael Fassbender – gwiazda nowej filmowej serii Ridleya Scotta – także się nie popisał. Grając dwie role: androida Davida oraz jego nowszego prototypu – syntetycznego Waltera – wypada nieprzekonująco. A wszystko to wina nagromadzenia zbyt wielu dziwnych, przegadanych scen z jego udziałem. I choć to bardziej wada scenariusza niż warsztatu aktorskiego, większość bohaterów zachowuje się lub przynajmniej sprawia wrażenie, jak gdyby nigdy nie przechodziła żadnego szkolenia i nie była przygotowana do podróży w kosmos.

Tym, co w Obcym: Przymierze wypada dobrze, jest muzyka. Wykorzystanie motywu z innych części filmowej serii o kosmicznym drapieżcy nieśmiało gra na sentymencie fanów. Szkoda, że tego samego zabiegu nie spróbowano przy scenografii i nie upodobniono statku Przymierze do dobrze znanego Nostromo.

Na uwagę zasługuje również fakt, że nowy film Ridleya Scotta otrzymał kategorię wiekową R, co oznacza, że jest przeznaczony dla widzów, którzy ukończyli 18 rok życia. Na tym bazowała też reklama produkcji. I choć trzeba przyznać, że przedstawione w naturalistyczny sposób brutalne sceny się pojawiają, to nie jest ich dużo i nie zawsze wywołują przewidywane emocje.

Obcy: Przymierze w swojej kategorii nie jest filmem złym, ale niestety nie jest też zbyt dobry. Przy tak dużych oczekiwaniach wydaje się gorszy niż jest w rzeczywistości. Z pewnością jednak jest to obowiązkowa pozycja dla wiernych fanów serii – chociażby po to, by wiedzieć co się krytykuje.

Dodaj komentarz