Morawiecki. I co dalej?

Kości zostały rzucone. Beata Szydło została zdegradowana na stanowisko wicepremiera, by zrobić miejsce Mateuszowi Morawickiemu, który z pozycji superministra” awansował na Szefa Rządu. Od samego początku tej operacji stawiano wiele pytań, na które nikt nie odpowiadał. Jedno udało się ustalić: problemów do rozwiązania nowemu premierowi nie zabraknie.                                            

Obóz Władzy

W zeszły piątek odrzucono wniosek o wotum nieufności dla rządu. Mimo tego Beata Szydło ustąpiła, a kandydatem PiS na fotel premiera został Mateusz Morawiecki. W momencie, w którym lwia część publicystów zapowiadała przejęcie sterów w Radzie Ministrów przez Jarosława Kaczyńskiego, ten zagrał pokerowo, wskazując Ministra Finansów i Rozwoju na kolejnego premiera.

Decyzja została podjęta świeżo po serii wywiadów, w których prominentni działacze Zjednoczonej Prawicy, tj. Gowin czy Lipiński, bez ogródek wskazywali swojego prezesa na naturalnego następcę Szydło. Jednak sam prezes zadecydował inaczej, wprowadzając w konsternację przychylne władzy media i większość swojego elektoratu.

Źródło: PAP

Pytanie, cóż takiego ma w sobie ów Morawiecki, że oczarował lidera PiS, rozbrzmiewało w mediach w mediach od lewa do prawa. Przy wielu naprędce tworzonych sylwetkach Morawickiego, na podkreślenie zasługuje teza, że jest postacią niejednorodną. W przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, nie kojarzy się z rosołem i wiejskim chlebem. To, co wykpiwali przeciwnicy Szydło, ocieplało jej wizerunek w oczach wyborców. Morawiecki natomiast ze swojskością dużo wspólnego nie ma. Były doradca Donalda Tuska, były prezes banku z zagranicznym kapitałem, aktualnie milioner. Taki opis z pewnością nie przysparza mu zwolenników w obozie „dobrej zmiany”. Druga strona medalu Morawickiego przedstawia się następująco. Syn legendy solidarnościowego podziemia — Kornela Morawickiego. Od małego walczył z komuną, został członkiem ,,Solidarności Walczącej” jako niepełnoletni (w drodze wyjątku). Gdy jeszcze zarządzał bankiem, z jego inicjatywy finansowane były takie produkcje jak Czas Honoru, czy Czarny Czwartek.

Jest zwolennikiem reformy sądownictwa w wykonaniu PiS. W przeciwieństwie do wicepremiera Gowina, nie cieszył się z prezydenckiego weta. Gdy już było pewne, że to on zostanie nowym premierem, udał się do Telewizji Trwam, gdzie wprost mówił o swojej wierze czy przywiązaniu do chrześcijańskich wartości. Sugerował też potrzebę rechrystianizacji Europy, co zostało przez niektórych wyśmiane, jednak stało się na tyle nośne, że trafiło do twardego elektoratu PiS — cel został osiągnięty.

Jaką rolę przyjdzie odegrać Mateuszowi Morawieckiemu w rządzie, który, ku zdziwieniu obserwatorów i radości ministrów, póki co pozostaje niezmieniony? Jedyna modyfikacja, to już wspomniane zdegradowanie premier Szydło na stanowisko wicepremiera. Co ciekawe sam Morawiecki na razie dalej zarządza dwoma resortami. Czy jest to tylko zabieg przejściowy, czy długofalowa strategia?

Od tygodni narastały głosy, że przed dymisją nie uchroni się Antoni Macierewicz, Witold Waszczykowski, a pewny swego nie może być także Jan Szyszko. Jednak wszyscy trzej mogą na razie spać spokojnie. Jeżeli zgodne z prawdą okażą się jednak zapowiedzi styczniowej rekonstrukcji, to cała trójka ministrów ma mało czasu na udowodnienie swojej wartości przed premierem i prezesem. Minister Obrony Narodowej ma jednak na pieńku nie tylko z prezesem PiS, lecz także z prezydentem Dudą. I tu zdaje się mówić Kaczyński do Morawieckiego: „zostałeś premierem, spróbuj sobie z nim poradzić”.

 

Tonowanie nastrojów tu i tam

Nie sposób nie zauważyć, że zmiana na stanowisku premiera i dyskusja o zmianach personalnych w rządzie to nie sztuka dla sztuki. Zmiany te mają bowiem moc oddziaływania na sprawy dla Polski fundamentalne, np. armię. Nie da się wyrazić słowami chłodu, z jakim prezydent Duda wręczał ministerską nominację Antoniemu Macierewiczowi. Konflikt na linii Pałac Prezydencki — MON trwa w najlepsze. A decyzja o dymisji szefa MON, która mogłaby go zakończyć, nie została podjęta.

Sam prezydent nie zamierzał gryźć się w język także w Belwederze. Gdy mówił o tym, że dotychczas były „pewne mankamenty”, każdy wiedział, co Duda miał na myśli. Może nie były to słowa tak dosadne, jak te wypowiedziane nieostrożnie, o ubeckich metodach szefa MON, niemniej na pewno wystarczające, by dać znak, że topór wojenny nie został zakopany. Niestety, każdy dzień niezgody wpływa negatywnie na polską armię, wzmagając jej inercję. Dlatego każdy, kto przyczyni się do zakończenia tego sporu, nie tylko wykaże się sprawnością polityczną, lecz także zasłuży się Polsce. Czy Morawiecki zdecyduje się w tej sprawie na rolę mediatora?

Źródło: Gazeta.pl

Drugą istotną kwestią, na którą emanuje zmiana premiera są relacje Polska — UE. Fundamentalne pytanie, jakie się tu nasuwa, brzmi: czy zmiana personalna pociągnie za sobą bardziej ugodową politykę rządu z europejskimi władzami? Złudne bowiem wydaje się założenie, że sama dyplomatyczna sprawność Morawieckiego może zrobić różnicę, jeśli nie będzie miał sygnału z Nowogrodzkiej do przejścia na tryb koncyliacyjny. Gra jest warta świeczki, tylko oficjalnie problem reformy sądownictwa nie może wpływać na trwające negocjacje w sprawie budżetu UE. W rzeczywistości, jeśli Polska będzie nadal prezentowała tak nieprzejednane stanowisko w sprawie sądów czy Puszczy Białowieskiej, Unia nie będzie miała żadnych skrupułów by grać kartą budżetową. Mateusz Morawiecki, jako człowiek biznesu, z pewnością to wie. Zatem najbliższe tygodnie pokażą, jakie instrukcje otrzymał nowy premier, pierwsza okazja: szczyt unijny w Brukseli.

 

Szansa od prezesa

Jaki jest sens zmiany premiera, gdy obecny zbiera dobre recenzje w sondażach, a partia dobiła do progu 50% poparcia? Na to pytanie wprost nie chce odpowiedzieć Jarosław Kaczyński. Chwaląc premier Szydło, jednocześnie podkreślał, że zmiana w zaistniałych okolicznościach była konieczna. Enigmatyczne wypowiedzi prezesa PiS nie pomagają w sformułowaniu odpowiedzi. Wiemy jedno: Mateusza Morawieckiego czeka największe wyzwanie w karierze — zapanowanie nad Radą Ministrów, w której nie brakuje trudnych charakterów, i pokazanie obywatelom, że postawienie go na stanowisku premiera było dobrą zmianą. Morawieckiemu pewności siebie nie brakuje. Za zuchwałą można uznać jego wypowiedź, że PiS będzie rządził do 2031 roku, w najgorszym razie do 2027. Jednak najważniejsze będą dla niego najbliższe miesiące, a nie lata. To one pokażą, na ile zmiana premiera była zabiegiem fasadowym, a na ile początkiem drugiej transzy reform, która potrzebowała nowego kierownictwa. Na razie dobra passa Zjednoczonej Prawicy trwa, a opozycja nie potrafi zewrzeć szyków i wciąż dotkliwie odczuwa brak polityka formatu Donalda Tuska, który mógłby stać się przeciwwagą dla stratega, jakim jest Jarosław Kaczyński.

Czy zatem ruch Kaczyńskiego będzie dobry dla PiS, a co ważniejsze dla Polski? To się okaże. Telewidzowie wstrzymywali oddech, gdy jedna z drużyn „Awantury o kasę” decydowała się grać va banque. Prezes PiS właśnie to zrobił.

Źródło: Agencja Gazeta

 

Dodaj komentarz