Bohaterowie na miarę oczekiwań

Dywizjon 303 Arkadego Fiedlera, rozbudzający od lat wyobraźnię czytelników, doczekał się swojej adaptacji. Twórcy mieli do dyspozycji duży budżet, idealnie nadającą się na ekrany kin historię i nazwiska gwarantujące komercyjne powodzenie produkcji. Niestety widzowie otrzymali kolejną poprawną ekranizację szkolnej lektury.

„Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym” – z perspektywy czasu wiadomo, że te poruszające słowa Winstona Churchilla dotyczące polskich lotników nie niosły za sobą dalszych konsekwencji. Historia kościuszkowskiego Dywizjonu 303 zaczęła się w pierwszych miesiącach 1940 roku. Tworzyli go głównie doświadczeni polscy lotnicy, którzy przedostali się do Anglii z okupowanej Polski. Ich zadaniem było wsparcie angielskiego Royal Air Force w walce przeciwko niemieckiemu Luftwaffe. Bitwa o Anglię toczyła się od lipca do końca października 1940 roku, była odwetem ze strony Hitlera za brak decyzji o wycofaniu się Wielkiej Brytanii z wojny. Szacuje się, że w wyniku bombardowania Londynu zginęło około 28 tysięcy ludności cywilnej. Dywizjon 303 wsławił się w krytycznym momencie bitwy 126 celnymi zestrzeleniami niemieckich samolotów, gdy kolejny po nich angielski dywizjon mógł się pochwalić zaledwie 57 zestrzeleniami. Jednak po wojnie zasługi polskich pilotów zostały zapomniane, a piloci zignorowani przez władze Wielkiej Brytanii. Gdy w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości media zalewają nie tylko akcje reklamowe i spoty, lecz także filmy o tematyce patriotycznej, Denis Delić zdecydował się sięgnąć po zwycięską dla Polaków bitwę, którą niestety przegrał jako reżyser.

Jest wrzesień 1940 roku i nikt jeszcze nie wie, że wojska alianckie pokonają Rzeszę, a tłum radosnych amerykanów zatańczy na nowojorskich ulicach. Wojna, która miała potrwać kilka tygodni, trwa ponad rok, a nad Anglią nieustannie przesuwają się cienie niemieckich samolotów. Bitwa o Anglię tocząca się od lipca zaczyna nabierać niebezpiecznego tempa. Na terenie Królestwa znajdują się polscy lotnicy, którzy swoimi umiejętnościami wyniesionymi z lotniczej szkoły w Dęblinie chcą wesprzeć RAF. Wśród nich jest m.in. Jan Zumbach (w tej roli Maciej Zakościelny), Witold Urbanowicz (Piotr Adamczyk) oraz Witold Łokuciewski (Antoni Królikowski). Każdy z nich jest młody, pełen zapału i chęci latania, co obawiają się wykorzystać angielscy dowódcy. Polacy są dla nich jedynie planem B, gwarantującym czas na wyszkolenie własnych lotników. Po uzyskaniu kredytu zaufania od dowódców RAF, ich działania gwarantują ogromną skuteczność i w efekcie przyczyniają się do wygrania Bitwy o Anglię

Na miejscu wydarzeń znajdował się wówczas Arkady Fiedler, który spisywał dokonania lotników, a następnie wydał książkę, która podnosiła morale Polaków w okupowanej przez Niemców Polsce. Zarówno lektura, jak i film przedstawiają chlubną kartę polskiej historii, nawet jeśli jej finał okazał się rozczarowujący. Niestety ci, którzy oczekiwali od filmu wyjścia poza schemat lektury, mogą być zawiedzeni. Po wykwicie filmów i seriali o czasach wojennych (Czas honoru, Miasto 44 czy Kamienie na szaniec) po raz kolejny widzimy na ekranie idealnych chłopców – przystojnych, szarmanckich i gotowych do poświęceń. Głównymi bohaterami są mężczyźni uwikłani w wojenne zawirowania, zostawiający w Polsce świat, który znali i kochali, co aż prosi się o próbę nadania im bardziej ludzkiej twarzy, nie tylko bohaterskiej maski. Jednak wewnętrzne dramaty, które odczuwają, pozostają ukryte za nonszalanckimi uśmiechami aktorów. Nawet gdy na ekranie pojawia się wątek tęsknoty za krajem czy ukochaną, zostaje potraktowany przez twórców filmu w prosty, niepogłębiony sposób.

Do obsady wybrano aktorów znanych z popularnych produkcji, także tych historycznych (Maciej Zakościelny, Antoni Królikowski, Piotr Adamczyk i Jan Wieczorkowski zagrali m.in. w Czasie honoru). Poziom ich gry aktorskiej jest od lat znany i mają swoje stałe grono zarówno zagorzałych fanów, jak i antyfanów. Premiera filmu raczej nic nie zmieni w obu obozach, bo panowie zagrali tak, jak to już robili w poprzednich filmach – poprawnie i bez większych zaskoczeń. Konstrukcja filmu stawiająca Jana Zumbacha w roli głównego bohatera, nie daje pola do popisu aktorom grającym drugoplanowe role, jednak na uwagę zasługuje młody aktor w roli Josefa Frantiska – Maciej Cymorek – który zwraca uwagę swoją naturalnością. Ze względu na zawiłość historii toczącej się w 1940 roku, twórcy musieli poruszyć wiele wątków, aby kontekst wydarzeń mógł być zrozumiały. Wątpliwość budzi jednak montaż, przez który film po pewnym czasie zaczyna przypominać komiks. Wiele wątków zostało poszatkowanych i przemieszanych, co daje niezbyt spójną całość. Choć wprowadza to do filmu dynamizm, ciągłe skakanie z jednej historii na drugą po pewnym czasie męczy i wprowadza niepotrzebny chaos.

W wyniku niefortunnego opóźnienia do kina w podobnym czasie weszły dwa filmy o najsłynniejszych polskich lotnikach z okresu II wojny światowej. Plakat Dywizjonu 303 kusi widzów tym, że jest wierną adaptacją słynnej lektury. Pod tym względem produkcja nie zawiedzie oczekiwań. Jest w niej wszystko to, co można pamiętać ze szkoły – samoloty, dzielni piloci, powietrzne strzelaniny i bohaterskie zwycięstwo. Nie jest to film pokazujący uwikłanie człowieka w historię ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jednak jego premiera jest dobrą okazją do przypomnienia sobie wydarzenia historycznego, które wyniosło Polaków na piedestał – nawet jeśli tylko na krótką chwilę.

Zobacz jak oceniliśmy inny film o tej samej tematyce: 303: jak przegrać zwycięską bitwę?