Trzeba działać zdecydowanie

Te działania zdają się obnażać pogłębiającą się frustrację europejskich liderów. Wprowadzenie stanu wyjątkowego nie wystarcza, nie wystarcza kontrola imigrantów przybywających do krajów zachodnioeuropejskich. Co więcej, okazuje się, że nie tylko ci sprawiają kłopoty.

Komentarz do tekstu: Amerykańscy giganci zapłacą za komentarze użytkowników

Problemem jest także zepchnięta na margines życia publicznego młodzież urodzona już na Wyspach, jednak pochodząca z rodzin imigranckich. Problemem są również obywatele zamieszkujący od pokoleń swój rodzimy kraj, patrz: atak z 19 czerwca. Te zjawiska spina klamrą internet za sprawą zupełnie niekontrolowanego dialogu, który jest w nim prowadzony.

Jest wiele stron, na które przeciętny użytkownik nie chce wejść. Źle, że one istnieją, dobrze, że zwykły klikacz nie jest w stanie do nich dotrzeć. Alarm włącza się wtedy, gdy rasistowskie, ksenofobiczne i zwyczajnie sprzeczne z prawem treści zaczynają pojawiać się na profilach dostępnych dla dzieci. Nawet dorośli przesiąkają tymi wypowiedziami, a co dopiero dzieci, które nie mogą nawet tych treści ocenić, ze względu na niewykształcony jeszcze punkt odniesienia.

W listopadzie zeszłego roku pisaliśmy o akcji Facebooka wymierzonej przeciwko fanpage’om narodowców, na których pojawiały się zakazane symbole. Wtedy strona z własnej inicjatywy podjęła działania, które na łamach naszego portalu potępiliśmy. Teraz w grę wchodzi legislatywa — „cenzura” Facebooka będzie miała oparcie w obowiązującym prawie, co jest rozwiązaniem o wiele lepszym od zaproponowanego w listopadzie 2016 roku. Jednak dalej posiada wady i to poważne.

Przede wszystkim duże firmy, bojąc się o kary, mogą reagować impulsywnie. Co oznacza, że komentarze czy treści będą usuwane „na zapas”. To z pewnością nie wpłynie na swobodę wypowiedzi, jak zapewniał Heiko Maas, lecz na jej poważne ograniczenie. Ciężko powiedzieć, na jakiej zasadzie będą oceniane zgłoszone treści, mające charakter dyskusyjny.

Oddanie za dużej władzy firmom w tym zakresie jest zwyczajnie niebezpieczne. W Stanach pojawiają się głosy, że zachęcony sukcesem Mark Zuckerberg przymierza się do startu w wyborach prezydenckich. Proszę wyobrazić sobie sytuację, w której kandydat na stanowisko publiczne posiada największy portal komunikacyjny na świecie. Berlusconi w takiej sytuacji to karzeł.

Po drugie nie można powierzyć zadania oceny komentarzy algorytmom. Budowanie schematów cyfrowej oceny jest absolutnie niedopuszczalne ze względu na swoistą bezwzględność takich interpretacji. Z drugiej zaś strony, umieszczając na tym stanowisku człowieka, może on popełniać błąd, o którym wspomniałem w pierwszym punkcie, tj. nadmierna gorliwość. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem jest potężne i złożone szkolenie, które pozwoli nie skrzywdzić żadnego użytkownika i, co najważniejsze, nie zniszczyć możliwości wypowiadania się.

Jednak ważąc wady i zalety warto się zastanowić nad takim rozwiązaniem. Sytuacja stała się poważna. W Polsce jak na dłoni widać działanie radykalizacji internetowej. Cyfrowi oprawcy pozwalają sobie na coraz więcej. Do tego stopnia, że wychodzą na ulicę i potrafią opluć kobietę w hidżabie. W czerwcu sekretarz redakcji konserwatywnej organizacji Klubu Jagiellońskiego napisał tekst, w którym przyznaje, że ludzie, którzy postępują w ten sposób, sami umieszczają się na marginesie życia publicznego i po prostu „nie mamy już o czym rozmawiać”.

Rozmawiać zawsze warto i jest o czym, choć faktycznie próby kończą się fiaskiem. I rzeczywiście wydaje się, że możliwość dialogu powoli zanika. Jednak jest jeden sposób by go przywrócić. Zamknąć jeden z biegunów, który jak najsilniejszy magnes przyciąga ludzi gromadzących w sobie pokłady ksenofobii i agresji – zwyczajnie sfrustrowanych. Ten biegun zastrasza i nie pozwala się w pełni wypowiedzieć. Ten biegun to przestrzeń, w której można mówić agresywnie i wulgarnie. Jeśli opresyjny rak zniknie, ucichną ludzie, którzy nie potrafią dobrze rozmawiać. Nie będą truć umysłów niezdecydowanych uczestników debaty. To właśnie robią Niemcy, to zrobią Francuzi i Brytyjczycy. I my powinniśmy w końcu zakończyć ten szał, na końcu którego sami siebie pozagryzamy.

Adam Pawluć

Dodaj komentarz