Wystarczą dobre chęci

Donald Tusk zwyciężył w wyborach na przewodniczącego Rady Europejskiej, a w Polsce wygrał chaos. Jednak ten chaos może być katalizatorem dużych zmian. Istnieje takie wyjście, które nasyciłoby prawie cały parlament — wystarczą dobre chęci.

Dramat w 3 aktach, reżyseria — Janusz Kowalski

Angela zagłosowała na Donalda, Donald liczył na Angelę, Beata nie liczyła na Donalda, a Donald liczył na Beatę. Potem Donald już nie liczył na Beatę, Beata liczyła na Witolda, a Witold na Beatę. Ta wstrząsająca tragedia serc ludzkich opowiedziana jest z lekkością i błyskotliwością, jaką odznacza się stary nocnik wyrzucony na śmietnisko. Lekkie to, ma połysk, ale usiedzieć już na tym nie można.

Przy pomocy parafrazy słynnej recenzji Antoniego Słonimskiego ocenić można dramat, który rozegrał się na naszych oczach — w trzech aktach. Pierwszy akt opowiadał o odkładaniu decyzji dotyczącej poparcia reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Drugi opisywał wyciągnięcie z kapelusza Saryusza-Wolskiego — przy okazji zniszczenie jego pięknego dorobku europejskiego. Trzeci akt — najmroczniejszy — rozegrał się przy stole, przy którym zasiedli przedstawiciele państw europejskich i Polski. Jak się okazało, niemożliwym było osiągnięcie porozumienia i poparcie kandydata z własnego kraju. Kurtyna opada rozwiewając smród po najdalszych zakątkach sali.

Patrząc na wystąpienia przedstawicieli PiS-u, już po reelekcji, widać było jedno — realne zaskoczenie. Ciężko powiedzieć, co mogło je wywołać, bowiem prasa oraz eksperci od początku ostrzegali, że pomysł ten jest skazany na porażkę. Ostrzegano również, że jak kotwica pociągnie polską politykę zagraniczną na dno. Możliwe, że pewności dodawał pomysłowi kompletny brak rozeznania Jarosława Kaczyńskiego w polityce zagranicznej. Po prostu nie wiedział, że Saryusz-Wolski nie wygra tych kuluarowych wyborów. A Witold Waszczykowski czy Beata Szydło jak konie z klapkami na oczach gnali bez opamiętania, żeby wylobbować byłego członka PO. Teraz, aby przekuć porażkę w sukces, prawica deprecjonuje unię albo jak Dominik Zdort — redaktor naczelny — namawia do jej opuszczenia, co reszty nie wyklucza.

Śliska platforma

Platforma Obywatelska postanowiła wykorzystać sromotną porażkę Prawa i Sprawiedliwości i zbudowała przekaz, jakoby Ci chcieli opuścić Unię Europejską. Jest to nieprawda. Prawo i Sprawiedliwość, będąc zakładnikiem własnego elektoratu, nie może sobie pozwolić na aż tak wyraźne sprzeciwienie się woli „suwerena”. Zdaje się jednak, że zdenerwowany elektorat zakładników, czyli sympatycy opozycji, taką narrację przyjmuje, bo Platforma sondażowo rośnie.

PO chce osiągnąć jeszcze jedną rzecz. Chce przejąć fotel premiera. Co, podobnie jak budowanie narracji o wyjściu Polski ze struktur europejskich za sprawą PiS-u, jest absurdalne. Wiadomo, że Beata Szydło, która zdała test wiary, nie zostanie usunięta. Platforma, proponując na premiera Grzegorza Schetynę, wyleciała w kosmos — obecnie przelatuje koło Uranu. Natomiast, jeśli zdecydowałaby się zaproponować na stanowisko Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego, postawiłaby PiS w bardzo trudnym położeniu.

Po upokorzeniu, jakiego doznała polska premier — 27:1 — powinna bezdyskusyjnie sama podać się do dymisji. Czerwone ze złości policzki powinny być czerwone ze wstydu. A bajki o odzyskiwaniu podmiotowości i suwerenności nie powinny w ogóle powstać.

Jednak, jeśli liderzy opozycji faktycznie zaproponowaliby na stanowisko premiera Jarosława Kaczyńskiego, po wyborze zacząłby on w końcu odpowiadać politycznie i prawnie za swoje decyzje. Prezes nie ma na to ochoty, jednak nie wiadomo co zrobi, aby przedstawić to we właściwy, satysfakcjonujący elektorat sposób. Partia nie powinna odrzucić swojego lidera, a lider nie powinien odrzucić zaszczytu bycia Prezesem Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej. Może być tak, że rachunek faktycznie zasugeruje zmianę na stanowisku premiera i wtedy Jarosław Kaczyński nie będzie miał wyboru.

Dobrym rozwiązaniem — rozpatrując sytuację zmiany rządu — byłoby oddanie opozycji stanowiska szefa MSZ, bez względu na to, czy wotum nieufności zostanie uchwalone czy nie. Ten mógłby koncyliacyjnie prowadzić rokowania z zagranicą. Saryusz-Wolski jest już spalony, więc musiałby to być fachowiec, mający poparcie PO, Nowoczesnej i PSL. Na tym posunięciu zyskałaby każda ze stron, a nawet wyborcy.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

„Żyjąc we wspaniałym kraju, z wyjątkową kulturą i niepowtarzalną historią opartą na wolności i tolerancji, oświadczamy się Tobie, Polsko. Oświadczamy, że będziemy Cię kochać bez względu na wszystko (…)” — takie okrągłości .Nowoczesna wpisała w swój program wyborczy. Wobec tego tęgiego wynurzenia nie powinna dziwić na pozór zaskakująco „patriotyczna” wypowiedź Ryszarda Petru, odnosząca się do sprzeciwu polskiego rządu dla kandydatury Donalda Tuska — „Kaczyński jest zdrajcą, bo działał przeciwko Polsce”. Spadek poparcia doprowadził do tego, że liberalna formacja zaczęła rozpatrywać interes społeczny w kategorii narodowej. A niesie to za sobą następujące zagrożenie — ideologiczny rozpad.

źródło: pap

Paweł Kukiz zaskoczył i wystąpił przeciwko rządowi, przyznając, że ten mógł wstrzymać się od głosu — „nie rozumiem, dlaczego rząd głosował przeciw kandydaturze Tuska, posiadając wiedzę, że nawet Grupa Wyszehradzka zagłosuje za jego reelekcją”. Potem jednak wszedł w swoje kapcie: „Tusk jest mściwy — sam tego doświadczyłem. Z uśmiechem na ustach będzie działał tak aby jak najbardziej osłabić pozycje PiS. Nawet kosztem Obywateli RP. Bo dla władzy zrobi wszystko”. Kukizowi taki rozpad na szczęście nie grozi, bo już od dawna nie wie, co właściwie chce osiągnąć.

Polsko! Zamknij oczy

Gdybym był Polską, to zamknąłbym oczy i się obraził. Po tak sromotnej porażce, po „napluciu na plecy”, premier powinna złożyć urząd, a opozycja razem ze zjednoczoną prawicą winna usiąść do stołu i porozumieć się w kwestii formowania nowego rządu. Tymczasem obydwie strony zachowują się jak dzieci, nie rozumiejąc, że najważniejszy w polityce jest kompromis. PiS zdecydowanie powinno oddać jeden z najważniejszych urzedów ministerskich w ręce opozycji. Po pierwsze dlatego, że opozycja sama zatrapiłaby się sporami wywołanymi próbą wysunięcia kandydata. Po drugie dlatego, że byłby to „dżentelmeński” ruch — czym na pewno zaimponowaliby niejednemu zakładnikowi prawicowego elektoratu. Po trzecie dlatego, że PiS przyznałby się do popełnienia błędu w najdelikatniejszy sposób z możliwych.

No i najważniejsze — odpowiedzialność prawna polityków nie przewiduje sprawstwa kierowniczego. Wobec tego, jeśli premierem zostałby Jarosław Kaczyński, mógłby z czystym sumieniem powiedzieć, że odpowiada przed Prawem i liczy się z tym, że zostanie oceniony Sprawiedliwie.

Adam Pawluć

źródło zdjęcia wyróżniającego: gazeta.pl

Jedna myśl na temat “Wystarczą dobre chęci

  1. Odlotowy artykuł trzymający się ściśle instrukcji szefa koncernu Ringier Axel Springer Marka Dekana dla polskich dziennikarzy.

Dodaj komentarz