Stary wilk z ulicy Wiejskiej

Lider Platformy Obywatelskiej — Grzegorz Schetyna — chwali się w telewizji publicznej, że stępił kły, że młode wilki już nie skaczą, że jest już „luzik”. Przyrównał formację, którą prowadzi do Prawa i Sprawiedliwości, z której praktykami przecież walczy. Grzegorz Schetyna, śladami Jarosława Kaczyńskiego, konsekwentnie sprowadza politykę do rangi nieeleganckich wewnątrzpartyjnych starć.

Młode wilki, o których mowa w nagraniu, to m.in.: Michał Szczerba, Rafał Trzaskowski, Kinga Gajewska-Płochocka, Joanna Mucha, Arkadiusz Myrcha czy Sławomir Nitras. To Ci młodzi, którzy nagrywali w trakcie opozycyjnej okupacji sejmu przeróbki kolęd czy psalmów responsoryjnych. Dostało im się za to, gdyż żartowanie było w tej sytuacji czymś nieprzystającym.

Chwilę wcześniej Michał Szczerba zwrócił się do starszego od siebie o 22 lata Marszałka Sejmu — Marka Kuchcińskiego — w sposób niewłaściwy i został wykluczony z obrad.  Rozpoczął się ogłoszony przez prawicowe media pucz; skończony z rozkazu Grzegorza Schetyny, ponieważ w platformie nie ma demokracji — albo się słuchasz, albo nie.

Nie wypada wracać do przeszłości, jednak w pewnych przypadkach trzeba. Głośna afera taśmowa dostarcza odpowiedzi, jakim liderem jest Grzegorz Schetyna. Paweł Graś, rzecznik prasowy rządów Donalda Tuska, w podsłuchanej rozmowie z Dariuszem Krawcem (ówczesnym dyrektorem generalnym PKN Orlen), powiedział tak o Grzegorzu Schetynie: „Zresztą to widać po tym Dolnym Śląsku, ja tam k***a, ludzie odetchnęli z ulgą, stary, jakby się z kolan podnieśli, jakby ich z jakiejś, k***a niewoli egipskiej wyprowadzić, tak ich wszystkich tam terroryzował (sic!)”.

W środowisku dziennikarskim funkcjonowała niegdyś pewna anegdota — Grzegorz Schetyna uwielbiał strzelać „karczycha” posłom Platformy. Uwielbiał w ten sposób zaznaczać swoją wyższość. Panoszył się, dopóki Donald Tusk nie przyszedł i nie wymierzył liderowi Dolnego Śląska odpowiedniego „karczycha”. Ten, z racji zrozumienia swojej pozycji, nie próbował odpowiedzieć — wtedy Donald Tusk był premierem.

Absurdem jest, że Grzegorz Schetyna — partyjny beton — wyrósł na postać najbardziej spełniającą wymogi by stać się liderem opozycji — z wyjątkiem Jarosława Kaczyńskiego, który sam się nim mianował w wywiadzie dla „Do Rzeczy”. W polskiej polityce zabrakło alternatywy. Ryszard Petru stracił — za sprawą lekkomyślnej wycieczki — mandat do oceniania, a Mateusz Kijowski rozsypał się jak domek z kart, pomimo zwycięstwa na lidera KOD na Mazowszu.

Kto ma dźwignąć opozycję? Jeden z liderów to despota, dwaj są zwyczajnie nieodpowiedzialni. Grzegorz Schetyna tym krótkim, kilkusekundowym wystąpieniem potwierdził, że jest liderem aspirującym do pozycji Jarosława Kaczyńskiego. Tylko aspirującym, dlatego że nie ma ani mocy przewodniczącego Prawa i Sprawiedliwości, ani zaplecza politycznego porównywalnego z prezesem PiS. Chciałby on swoje środowisko polityczne trzymać na smyczy, tym samym stworzyć w nim monogłos. Nie na tym polega jednak idea demokratyzacji, którą Schetyna uwielbia głosić.

Dramatyczna diagnoza dla fanów pluralizmu — skończyły się czasy parlamentarnej równowagi — teraz można to powiedzieć z pełnym przekonaniem i tezy tej bronić będę za 2,5 roku. Nastał kres opozycji, nastał kres ponadpartyjnych układów, mających tworzyć koalicyjne rządy. Schetyna stępia kły „młodym wilkom”, którzy powinni w Platformie wysuwać się na prowadzenie. Na długie lata sprzedano kraj populistom jawnym i zakamuflowanym. Wiedzie się im świetnie, więc i my spróbujmy korzystać z nimi. Wystarczy zamienić sobie kręgosłup na taki z gumy — wtedy nie będzie bolało.

Dodaj komentarz