Emisaryusz złej nowiny

Desygnowanie przez rząd Prawa i Sprawiedliwości europosła Jacka Saryusza-Wolskiego na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej jest możliwie najlepszym, dla PiS-u, rozwiązaniem. Mówi się o tym, że za tą koncepcją stoi zdolny spin doctor — Adam Bielan — obecnie wicemarszałek Senatu. Istnieją trzy możliwe scenariusze rozwiązania konfliktu — w żadnym Polska nie wychodzi na prostą.

Glosaryusz sariański

Jacek Saryusz-Wolski jest jednym z architektów obecnego unijno-polskiego porozumienia. W 1991 roku ówczesny premier — Jan Krzysztof Bielecki — mianował go na pierwszego pełnomocnika polskiego rządu ds. integracji europejskiej i pomocy zagranicznej. Funkcję tę, mimo licznych przetasowań na stanowisku Prezesa Rady Ministrów, pełnił przez pięć lat. W 2000 roku został mianowany sekretarzem Komitetu Integracji Europejskiej. Jego rolą była koordynacja negocjacji w sprawie przystąpienia Polski do UE.

W 2004 roku, po przyjęciu Polski do UE, Saryusz-Wolski zdobył mandat europosła. Wtedy też został pierwszym pochodzącym z Polski wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Trzy lata później powierzono mu funkcję kierowania komisją spraw zagranicznych PE. Obecnie jest członkiem: Komisji Spraw Zagranicznych, Komisji Spraw Konstytucyjnych, Delegatury do Komisji Parlamentarnej Stowarzyszenia UE-Ukraina oraz delegatury do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest.

Wobec tak dobrego curriculum vitae, niewykluczone, że Jacek Saryusz-Wolski poradziłby sobie na stanowisku Przewodniczącego RE równie dobrze, a może nawet lepiej niż Donald Tusk. Jednak przewodniczący Tusk wyprzedza kontrkandydata o kilka długości — dzięki dwuipółletniemu stażowi zdążył poznać najważniejszych polityków europejskich. Zdążył wyrobić sobie zaplecze, które w przypadku pełnienia funkcji niemającej prawnej mocy sprawczej jest niezwykle istotne.

Scenaryusz Pierwszy

Na przewodniczącego Rady Europejskiej zostanie wybrany Jacek Saryusz-Wolski. Nie jest to niemożliwe, jednak wysoce mało prawdopodobne. Możliwe to będzie w przypadku, gdy członkowie Rady uznają, że utrzymanie dobrych stosunków z polskim rządem jest silniejszym impulsem niż postawienie na silnego europejskiego przywódcę.

Faktem jest, że nawet reanimowana grupa Wyszehradzka nie popiera tej kandydatury. Ministrowie spraw zagranicznych Czech oraz Słowacji wypowiadają się w podobnym tonie — „wystawienie kandydatury Saryusza-Wolskiego to polski błąd” — przyznał szef dyplomacji Czech, Lubomir Zaoralek. Możliwe, że Saryusz-Wolski stałby się liderem z prawdziwego zdarzenia, jednak Europa nie ma na to czasu, toteż scenariusz ten należy włożyć do szuflady.

Scenaryusz Drugi

Donald Tusk zostaje ponownie wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej. To rozwiązanie wydaje się być najlepszym z punktu widzenia polityki europejskiej. Głównie dlatego, że były premier nie kontynuował polityki poprzedniego przewodniczącego — Hermana Van Rompuya. Donald Tusk pokazał rogi. Okazało się, że ma solidną, realną wizję Unii Europejskiej, że czuje potrzebę jej zmiany. Wyczuł zmieniający się wiatr i zrozumiał, że trzeba odejść od utopijnej wizji otwartej Europy. W przypadku reelekcji czeka go nadzorowanie procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii oraz szereg wyborów, które mogą doprowadzić eurosceptyków z różnych krajów do władzy. Tusk zostanie falochronem, a w kraju…

W kraju zawrze. Prawo i Sprawiedliwość wypuści wszystkie buldogi, by mówiły i pisały o deprawacji i „zlewaczeniu” Unii Europejskiej. Taką retoryką będzie usprawiedliwiało porażkę Saryusza-Wolskiego. „Tusk jest kandydatem Angeli Merkel, jest niemieckim kandydatem” — powiedział Jarosław Kaczyński. Jeśli wierzyć sondażom, Polacy chcą poparcia rządu Prawa i Sprawiedliwości dla Tuska. Według ankiety CBOS-u, przeprowadzonej przed pojawieniem się kandydatury Saryusza-Wolskiego, 52% Polaków jest zdania, że nasz kraj powinien poprzeć byłego premiera w wyścigu o fotel przewodniczącego RE. Prezes PiS-u ma jednak swoją wizję suwerena — suweren dopóki się zgadza.

Scenaryusz Trzeci

Jarosław Kaczyński nie zdaje sobie sprawy, że gdy rządy innych państw wybiorą absolutnie neutralne rozwiązanie i w ogóle nie zagłosują na kandydata z Polski, przewodniczącym prawdopodobnie zostanie członek Europejskiej Partii Socjalistycznej. Sławomir Neumann przyznał, że przy takim obrocie sprawy Kaczyński zostanie zdrajcą stanu, gdyż przez personalne animozje i niechęci pozbawi naszą część Europy decydującego stanowiska.

Na razie nie ma kontrkandydatów wobec Donalda Tuska i Jacka Saryusza-Wolskiego, jednak w przypadku wyborów na to stanowisko może on wyskoczyć jak Filip z konopii, dzięki odpowiedniemu wylobbowaniu swojej kandydatury w kuluarach. Wymienia się choćby premiera Irlandii – Endiego Kenneya.

Zarówno w drugim, jak i trzecim scenariuszu możliwe jest, że Saryusza-Wolskiego PiS doceni i zostanie on np. ministrem spraw zagranicznych. Co byłoby posunięciem dobrym, gdyż kolonizator San Escobar jest szefem demokracji, który niedomaga. Doświadczenie i obycie Saryusza-Wolskiego są na zdecydowanie wyższym poziomie.

źródło: polityka.pl

Celibataryusz tuski

Przykro patrzeć jak żółć wylewająca się hektolitrami zalepia oczy partii rządzącej, która nie może dostrzec, że szkodzi wizerunkowi naszego kraju. Owszem, batalię wewnętrzną tak czy inaczej wygra, gdyż PiS jest absolutnym mistrzem retoryki. Wygrany zdaje się być uciśniony — przegrany triumfuje. Jednak zewnętrznie przegramy. Nie da się bowiem wytłumaczyć europejskim kontrahentom, dlaczego osobiste niechęci wpływają tak silnie na politykę 38-milionowego kraju.

Na reflektowanie się już za późno. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten drugi. Głównie dlatego, że były premier, z którego parę lat temu śmiano się w związku z nauką języka angielskiego, nauczył się nie tylko nim władać, ale również rozwiązał równanie, którego wynik może ocalić wspólnotę europejską. To Europa doskonale rozumie. Należy tylko mieć nadzieję, że Donald Tusk znajdzie wystarczająco dużo czasu, by świecić za nas oczami.

Dodaj komentarz