Amerykańscy giganci zapłacą za komentarze użytkowników

Europejscy politycy zaczynają mieć dość bezkarności, która panuje w sieci. Brytyjska Premier Theresa May i prezydent Francji, Emmanuelle Macron, na początku czerwca zapowiedzieli wspólną kampanię na rzecz walki z internetowym terroryzmem. Niemcy stworzyli już akty prawne, które mają eliminować z obszaru internetowego werbalną nienawiść. Granica „nietykalności” sieci została przekroczona.

Komentarz do sprawy: Trzeba działać zdecydowanie

Facebook, Twitter oraz YouTube zapłacą kary sięgające nawet 50 milionów euro, jeśli nie będą systematycznie usuwać ze swoich serwerów materiałów odznaczających się mową nienawiści. Jest to efekt przegłosowanej przez niemiecki parlament ustawy, która ma położyć kres słownej agresji w internecie.

Nowe prawo ma być odpowiedzią na rosnącą falę nienawiści, kierowaną przez niemieckie społeczeństwo w stronę imigrantów, szczególnie tych z Bliskiego Wschodu. Minister Sprawiedliwości Niemiec, Heiko Maas, który wraz ze swoim resortem przygotował projekt ustawy, na piątkowym głosowaniu wyraził nadzieję na szybkie i sprawne położenie kresu fali nienawiści. Zaznaczył również, że skoro obecnie kara się tego typu wypowiedzi w świecie „analogowym”, powinny być one także penalizowane, jeśli pojawiają się w formie cyfrowej.

„Tym przepisem kończymy prawo dżungli, które do tej pory panowało w sieci. Chronimy tym samym wolność wypowiedzi. Zapewniamy, że każdy będzie mógł wyrazić bez skrępowania swoją opinię bez bycia obrażanym i zastraszanym” — mówi Maas. „To nie jest ograniczenie, to warunek konieczny dla zachowania wolności słowa” — dodaje.

Ustawa wejdzie w życie w październiku, miesiąc po ogólnokrajowych wyborach do Bundestagu. Będzie obowiązywać wobec portali, które zrzeszają więcej niż 2 mln użytkowników. Właściciele Facebooka, Twittera i YouTube’a będą obowiązani w przeciągu 24 godzin usunąć treści, które naruszają niemieckie prawo, tj. symbole nazistowskie czy nawet zaprzeczanie Holocaustowi.

W momencie wystąpienia sytuacji dyskusyjnych — jeśli to użytkownicy oflagują treść niezawierającą jednoznacznie nielegalnych treści — firma będzie miała siedem dni na podjęcie decyzji co do usunięcia treści lub zostawienia do niej komentarza. Jeśli któryś z gigantów nie podejmie odpowiednich kroków, będzie zmuszony zapłacić karę. Te wahają się od 5 mln do 20 mln euro. Każdego półrocza firmy będą musiały opublikować raport z liczbą skarg, które otrzymali i jak te skargi rozpatrzyli.

W podobnym tonie wypowiada się nowo wybrany prezydent Francji, Emmanuelle Macron, i premier Wielkiej Brytanii — Theresa May. Po czerwcowej wizycie Szefowej Rady Ministrów w Pałacu Elizejskim, obydwoje wyrazili zainteresowanie rozwiązaniem kwestii internetowej radykalizacji. Koncepcja ma być podobna jak w Niemczech – konsorcja internetowe będą zmuszone kontrolować treści zamieszczane przez użytkowników.

Dodaj komentarz