JECHANIE MIĘKKIM

Jednego dnia była ich setka, następnego ledwie kilkanaścioro. Na manifestowanie przed czwartym odegraniem sztuki katolickim aktywistom zabrakło chęci. Może się poddali, bo uznali, że to bezcelowe, a może nie przyszli, bo cały dzień lało. Boże, chroń ojczyznę, której gorliwi obrońcy poddają się za drugim razem.

Dokładnie policzyłem – Klątwa zostanie wystawiona na deskach Teatru Powszechnego dziewięciokrotnie. Miejsc w Teatrze Powszechnym jest 322. W najlepszym wypadku przedstawienie obejrzy 3000 widzów, a szumi o tym cały kraj. Uświadomienie sobie tego rozpoczyna dramat…

Ten właściwy otwiera rozmowa telefoniczna. Telefon do Bertolda Brechta, który ma pomóc w napisaniu odważnej sztuki. Ten zaś mówi – jesteście w Polsce, więc zapytajcie Papieża. Wtedy światło płynnie przechodzi z Barbary Wysockiej na gipsowy odlew Jana Pawła II i podkreśla silikonowy członek przytwierdzony do artefaktu. Gdy figura była wprowadzana, przymocowany fallus zabawnie drgał.

Wtedy Julia Wyszyńska (sic!) klęknęła i założyła kondoma na sztucznego penisa. Zdaje mi się, że to ubodło. Z technicznego punktu widzenia posunięcie słuszne.  Jednak w tej sztuce nie było przypadkowości i gdyby prezerwatywa przeszkadzała w kontekście – nie byłoby jej. Wobec tego nie było to fellatio — była to ordynarna laska.

Idąc tym tropem, postać została przez Papieża uwiedziona i wykorzystana. Gdyby tej prezerwatywy nie było, gotów bym pomyśleć, że Wyszyńska zadowala mężczyznę z własnej woli. W pewnym sensie podszedłbym do tego z większym zrozumieniem, bowiem papież „stałby się człowiekiem”. Ogromna szkoda, że prawicowe media, które nie pofatygowały się na spektakl, nie miały okazji wychwycenia tego niuansu. Zdaje się, że to mogłaby być przestrzeń do dialogu. Mimo ogromnych różnic wrażliwości wobec figury Ojca „Świętego”.

Jednak dialog można otworzyć w inny sposób – uświadamiając prawicy, że Wyszyńska robiła dobrze nie Karolowi Wojtyle, a jego papieskiemu widmu, wykreowanemu przez konserwatystów. Był to przekąs w stronę wyobrażenia, a nie postaci. Z niewiadomych powodów oburzeni katolicy nie pamiętają o takich osobach jak „książę niezłomny” – Adam Sapieha (autorytet Wojtyły), jak prymas August Hlond czy prymas tysiąclecia Stefan Wyszyński. A mogłyby być one autorytetami myśli politycznej. Prawica szuka w Wojtyle symbolu niezłomnego, oddanego sprawie polskiej obywatela, a nie polityka. To niebezpieczne, bo nie ma symboli uniwersalnych i co najważniejsze — bezgrzesznych.

Jestem osobą, która ma w Janie Pawle II pewien autorytet i robienie loda jego wyobrażeniu mnie nie przekonuje. Czy warto było poświęcić swój komfort? Warto. Spektakl redefiniuje i uczłowiecza skomplikowane relacje, człowiek-kościół. W całej sztuce nie było ani jednego aspektu, który krytykowałby wiarę — to trzeba podkreślić. Krytykowana była instytucja, która już dawno odsunęła się od ludzi — która działa bardziej jak przedsiębiorstwo niż duchowy drogowskaz.

Zaś symbol siedziby przedsiębiorstwa — flaga Watykanu — została wykorzystana po frljiclowsku – jako papier toaletowy. Czachor, który ów flagą się oporządzał, spenetrował również zdjęcie reżysera penisem – prawdziwym. „Sorry, że jadę Cię miękkim” nie wzbudziło oburzenia u protestujących, a przecież też jest naruszeniem etycznych i estetycznych standardów.

Zmartwiło mnie, że dwoje protestujących na swoim banerze umieściło napis — „Rodacy! Stańcie do obrony rządu!”. Rząd nie potrzebuje obrony i nie ma nic wspólnego z przedstawieniem. Jarosław Kaczyński, na zabójstwo którego „zbierane” były pieniądze, jest posłem — nie ministrem lub premierem. Dodam tylko, że nie chodziło o zabójstwo, ze sceny zastanawiano się, za ile można kupić śmierć człowieka.

Z fanatykami ciężko rozmawiać. Jednak spektakl zrobił dla nich coś dobrego. Przesunął tym ludziom granicę tolerancji. Jedyną rzeczą, jaką można obecnie jeszcze bardziej zaszokować polską opinię publiczną byłaby penetracja posągu Maryi. To posunięcie byłoby czymś odważniejszym niż papieska laska. Ale czy jest sens?

 

Dodaj komentarz